Blog poświęcony szeroko zakrojonemu tematowi opon, zarówno opony zimowe do sanek, jak i opony letnie do taczek mechanicznych, czy szeroki wybór opon do rowerów dziecięcy i samochodów lego.
RSS
sobota, 08 września 2012
monterzy
Być może w niektórych markach tak jest. 
Jednakże w wielu markach wystarczy mieć odpowiednie uprawnienia, przejść szkolenia serwisowe, zaliczyć egzamin, podpisać umowę serwisową, w niektórych markach dodatkowo posiadać odpowiedni sprzęt oraz zakupić pakiet części serwisowych, i od razu zostaje się serwisantem gwarancyjnym. 
Niestety niektórzy serwisanci klimatyzacji (również gwarancyjni), robią przeglądy w takim czasie, w którym jet trudno się wyrobić z samym zdjęciem i zamontowaniem obudowy kotła, więc tak wyglądające kotły to nie nowość. Najgorsze jest to, że tacy serwisanci klimatyzacji działają na rynku, i nikt nic z tym nie robi. Sama instalacja jest bardzo ciekawa, :D chyba jestem za cienki na to by zrozumieć intencje instalatora, najbardziej irytuje mnie po co jest ten piekarnik, wypieka się w nim szczepki i potem wkłada się je do kotła, by przypadkiem zimne nie wychładzały paleniska? 
A może to jakiś wypasiony grill? Zawory na wodzie użytkowej, oraz na powrocie C.O. przed i za filtrem klimatyzacji oczywiście nie potrzebne (chyba instalator nie przewidział czyszczenia filtrów, lub czynności serwisowych w kotle z koniecznością rozszczelnienia układu). Zaskakujące zatem jest po co zastosowany jest ten zawór na zasilaniu C.O. :D Na gazie oczywiście zawór wodny, filtru brak, i jakiś podejrzany wąż gazowy:
 
21:35, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 czerwca 2012
pobyt prze stadionem

Spektrum synonimów dla słowa „bandyta” jest bardzo szerokie:
apasze, chuliganeria, łobuzeria, łobuzerka, łobuzy, łotry, opryszki, zbiry, bandziory, chuligani, draby, gangsterzy, hultaje, mafiosa, mordercy, nożownicy, oprychy, przestępcy, rabusie, rozbójnicy, rzezimieszki, siepacze, szumowiny, watażki, zabójcy, zbóje, złodzieje

czyli począwszy od – chuligan, łobuz, szumowina itd. – dlatego ocena tego co było wcześniej we Wrocławiu a później w Warszawie jest prawidłowa, niezależnie od tego kto był sprawcą – Rosjanin czy Polak. To nie byli ani kibice ani pseudokibice. Nazwijmy to po imieniu. „Nie znam mediów rosyjskich”

wcześniej zamieściłem krótką informację na ten temat:
non possumus 14 czerwca o godz. 16:52 w poprzednim wpisie

„Moskowskije Nowosti” już w tytule korespondencji z Warszawy sugerują, że „rosyjska ekipa wpadła w pułapkę”, oraz winią za taki stan rzeczy Wszechrosyjski Związek Kibiców, który – jak czytamy – “przygotował potwornie genialną prowokację” i zorganizował w Warszawie „marsz fanatyków”.

Wydaje sie, że poglad o tym, że prawica popiera polskich kiboli a „inną miłością” darzy „kibiców bandytów” nie jest do końca sprawiedliwy. To nie polityka określa skalę winy i przestepstwa a faktyczny udział sprawców.

Chciaż według dotychczasowych informacji – zatrzymani zostali zarówno kibice polscy jak i rosyjscy – a jedynie polskich skazano… Nie dziwi to Pana?

Zarówno z prasy rosyjskiej, jak i zachodniej widac, że opinie mediów są inne aniżeli te, które są w naszym głównym nurcie. I chyba nakręcanie wojny [o czym Pan zresztą wspomina] przez polskie media, pisanie o wojnie polsko-rosyjskiej itp szkodliwych rzeczy miało i ma nadal na to wpływ. Jak widać, to nie media prawicowe a wręcz odwrotnie nakręciły tą spiralę. A teraz te same media są żadne krwi. Kiedy tacy dziennikarze zaczną ponosić odpowiedzialność również karną za swoją działalność?

„Jeżeli chodzi o mnie, to nie widzę usprawiedliwienia dla chamstwa, brutalności…”

W pewnym stopniu podzielam tę opinię. Nasze prawo karne dopuszcza jednak takie sytuacje, dopuszcza możliwość usprawiedliwienia. I to nawet w przypadku zabójstwa. Gdyby wszystko było tak bardzo proste jak Pan uważa, to sądy można by zastąpić komputerami. Z tego co Pan pisze można wnioskować, że prowokacja jest czymś dobrym i nieszkodliwym. Oba czyny są złe i zabronione ale od oceny sądu zależy orzeczenie o winie jednej i drugiej strony.

Przytoczę mały przykład. Ktoś narusza nasz mir domowy. Prosimy go aby zachowywał się stosownie i opuścił nasz dom, ten jednak nadal dopuszcza się czynu zabronionego. Możemy wprawdzie zadzwonić na Policję (która bez wyroku sądowego nie podejmie żadnej interwencji), możemy też zastosować niezbędne środki obrony koniecznej. Jeżeli przekroczymy zakres obrony koniecznej, to stajemy się również przestępcą. Nie zmienia to jednak ani sytuacji ani nie pomniejsza odpowiedzialności tej osoby, która naruszyła mir naszego domu.

Z jednej strony poddaje krytyce polskich „kiboli” [i słusznie, bo słowa o obronie polskiego honoru przez naszych kibiców były w ocenie PISu bardzo niestosowne], a z drugiej strony gloryfikuje Pan działania rosyjskich bandytów. I taka ocena sytuacji jest z pewnością niesprawiedliwa. Obojetne, czy bedziemy po obu stronach używac tych samych słów jak kibole czy bandyci.

Na szczęście mamy jeszcze sądy, chociaż „ułomne” czy „niesprawiedliwe” – 

„Bijatyki polsko-rosyjskie poza stadionem, niejednokrotnie wszczynane przez naszych kiboli, źle się Polsce przysługują. Potwierdzają tylko tezę BBC, a także dały pretekst Putinowi, żeby zatelefonować do Tuska i pouczyć go, że cała odpowiedzialność za bezpieczeństwo rosyjskich kibiców spada na gospodarzy.”

O tym pisała przecież wcześniej prawica. Uprzedzała, że doprowadzenie do prowokacji będzie miało bardzo zły na wizerunek Polski.

Tagi: Mecze zadyma
14:07, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
Tutaj tylko sygnalizuje ,że jeśli Sborna Rosji uzyska dalsze bardzo prawdopodobne powodzenie to w hotelu Bristol z klimatyzacją zamieszkają do 21 czerwca lub przy innej konfiguracji wyników w sobotę ,nawet do 28 czerwca .
Warszawa i Organizatorzy muszą przygotować się na wspólny długi marsz przyjaźni ze Sborną i jej kibicami . Nie ma innej drogi ,bo scieżka z 12 czerwca
- niby epizod , nie jest do powtórzenia . Jest okazja na poprawe wizerunku. ,
Z granicza Polsko – Niemieckiego życzę sukcesu trenerowi Franciszkowi Smudzie vel Franzowi i oby media i inne Oosby, nie odbierały mu osobistego sukcesu na rzecz ” Sztabu „.Podobne „wysiłki ” czyniono w latach 70 -tych wobec Kazimierza Górskiego ,którego styl wypowiedzi był zbliżony a’la dziśiejszy Franz Smuda ,no ale on był Lwowiakiem a nie Ślazakiem .
Czasy oszalały z klimatyzacją !!
drużyna Pana Kazimierza to piłkarze polskich klubów a piłkarze pana Franciszka to gracze Europejskich klubów ,więc też Naszych z UE !
Patriotom radzę pogodzić się z tym ,że w przyszłości kadra zawodowych kopaczy w biało-czerwonych barwach już nigdy nie bedzie pochodzić z krajowych klubów . Mecz obu drużyn mnie się podobał, każda grała tak żeby jak
najwjęcej zyskać a jak najmniej stracić. Po latach mamy drużynę na
miarę naszych możliwości i umiejętności, mamy to co możemy a nie
to co byśmy chcieli. Wojna pomiędzy kibicami tych drużyn była podgrzewana przez media i nie tylko długo przed EURO 2012, wielu
by chciało żeby doszło do rozruby, bo to i w polityce kanikuła, i w czasie
mistrzostw nie istnieje ani PO ani PiS, a i na świecie jak gdyby nic się
nie działo. Baner z wizerunkiem bohatera dawnej Rosji nie zaszkodzi i
nie zepsuje w miarę dobrych stosunków klimatyzacji między kibicami obu krajów.
Ich bohater.Wygonił najeźdźcę z Kremla i dla tego musimy na to patrzeć
w taki nieprzychylny sposób? I tak jesteśmy wśród tych niewielu którym
udało się pomieszkać na Kremlu.
Przeczytaj prosze jeszcze raz z uwaga i zrozumiemieniem twoj pseudo-intelelektualny wpis o Unii Europejskiej. Mam nadzieje. ze wtedy zrozumiesz dlaczego akceptacja do tego wspanialego w koncu osiagniecia europejskich narodów w tak zastraszajacym tempie sie kurczy. Gdyby udalo Ci sie, te wszystkie górnolotne mysli wyrazic w jezyku, ktory bylby takze zrozumialy dla wiekszosci obywateli Unii to mialaby ona prawdopodobnie jakas szanse.
Przy tym belkocie, nie do przełknięcia dla kazdego normalnego człowieka klimatyzacji, stajesz w pierwszym szeregu z jej grabarzami.
Unia cierpi na brak akceptacji wsrod spoleczenstw państw klimatyzatory, ktore sa jej członkami. Twoje pseodo-gornolotne wypociny w zaden sposob nie przyczynia sie do wzrostu tej akceptacji.
Gdybys to samo potrafil wyrazic w jakims normalnym, zrozumialym jezyku, to wtedy UE tez prawdopodobnie nie mialaby szansy.
Ale ten bełkot to juz naprawde jest obraza suwerena, czyli społeczeństw Unii Europejskiej .
14:04, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 maja 2012
przywitanie

A jak inaczej nazwac afront Lecha Walesy wobec Prezydenta ? Obama tlukl sie swoim boeningiem ladnych parenascie godzin, zeby zobaczyc Lecha Walese a Pan Lesio nie mial czasu. Potega swiatowa leci do Walesy a pan Lesio nie ma czasu….

Drugi rodzynek to Spioch. I Klamczuch. Prezydent US dzwoni do polskiego premiera, pilnie, w nocy (w sprawie Tarczy to bylo) a polski premier kaze sluzbie klamac, ze spi. Oczywiscie, ambasada juz na drugi dzien wiedziala jak to bylo. Klamczuch ! I Arogant.

Teraz wlosy se ze lba rwa, ze White House nie chce widziec Lecha Walesy. Przyjdzie jeszcze czas na Tuska. Tez bedzie potraktowany jak sie nalezy. To – ku przestrodze – wszystkim co wygrazaja kulakami i wrzeszcza na USA. I niech sie nie ludza, ze kolejny Prezydent nie bedzie pamietal. Lubia sie posmiac, ale afrontu nigdy nie daruja. Kiedy trzeba, ten narod potrafi byc smiertelnie powazny.

Skadinad – dobrze sie stalo. Presidential Medal of Freedom odbierze profesor Adam Daniel Rotfeld. Klasa sama w sobie. Lepszy on niz niegramotny elektryk czy podworkowy pilkarz. Przy tym – uratowany z Holocaust. Za Holocaust i pomoc Zydom jest dla Jana Karskiego ten nadany mu posmiertnie medal. Tego Amerykanie nie zapomnieli, bo tu tez wiedza co trzeba pamiętać. Cóż, dla mnie to znamiono zanikania tolerancji i szacunku do przeciwnika nie tylko w polityce, ale również w kontaktach osobistych. W mediach amerykanskich prowadzona jest przy każdej kampanii „wojna na slowa” z wyszukiwaniem hakow na przeciwnika. Jak oni potem mogą siasc obok siebie i normalnie podac sobie dlonie, jest dla mnie tajemnica.

Zachowanie Obamy w stosunku do Walesy jest tego przykladem.
A moze to bolszewizacja jezyka i obyczajow politycznych?
Tagi: polityka USA
19:47, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 marca 2012
związki z kościołem
Wyznawcom PO nic się nie psuje. Oni równie dobrze mogliby być w Policji za IIRP potem w Gestapo następnie w UB czy NKWD później w demokratycznej opozycji (gdy zarządzali dużą forsą z zachodu ) zwłaszcza jak stracili uprzywilejowaną pozycję w PZPR, później obstąpili różne fundacyjki typu Batorego czy Adenauera.
Z pewnością mają duże potrzeby materialne i żądzę władzy nad motłochem, dla nich każdy kto zachował odrobinę przyzwoitości jest tylko frajerem.
Oni nie mają stałych poglądów tylko stałe interesy, w tej samej sprawie mogą zajmować totalnie sprzeczne poglądy kilka razy na minutę.  Kościół Katolicki nie jest instytucją Państwową by podatnicy musieli ją utrzymywać, Gdyby Kościół był instytucją Państwową to mając tyle nieruchomości musieli by wykazać się gospodarnością, czy ktoś wyobraża sobie kontrolę NIK w Kościele, więc jeśli takiej kontroli nie można przeprowadzić to i dotacje są dla takiej instytucji niemożliwe, KK to mniej więcej to samo co ambasada Rosyjska lub Amerykańska w Polsce od strony prawnej ale jeśli ktoś chce dawać na Kościół pieniądze to ojciec Rydzyk przyśle mu formularz i niech przestanie narzekać,  chyba waga i jej podobni nie za bardzo zrozumiala sensu,
chodzi mianowicie o styl i sposob jak ten rzad problemowe sprawy rozwiazuje.
Mozna dyskutowac, rozwazac rozne warianty nawet zabrac a przedewszystkim o kompromis, ale argumantacja musi stac na silnym fundamencie i w zadnym wypadku nie moze sobie rzad jakiegokolwiek kraju pozwolic na upakozanie jakiejs grupy. To swiadczy tylko o prymitywizmie i ograniczeniu.
W koncu mysle, ze zyjemy w demokracji i mamy demokratycznie wybrany rzad, a nie dyktature.  może warto się przyjrzeć zapisom konkordatu i przywilejom Kościoła. We Włoszech gdy Berlusconi nadał Kościołowi liczne przywileje w zamian za poparcie w wyborach obecnie są one likwidowane. Nikt nie krzyczy o ataku na Kościół, biskupi siedzą cicho.
Może warto powrócić do zapisów Konkordatu z przed II WŚ. ” Duchowni, ich majątek oraz majątek osób prawnych kościelnych i zakonnych podlegać będą opodatkowaniu narówni z osobami i majątkiem obywateli Rzeczypospolitej oraz osób prawnych świeckich, z wyjątkiem wszakże budynków poświęconych służbie Bożej, seminariów duchownych, domów przygotowawczych dla zakonników i zakonnic, domów mieszkalnych zakonników i zakonnic składających śluby ubóstwa, oraz dóbr i praw majątkowych, których dochody są przeznaczone na cele kultu religijnego i nie przyczyniają się do dochodów osobistych beneficjariuszów. „ Dzisiaj oglądałem w akcji przedstawicieli Czwartej Władzy. Pan Kuźniar gwarzył z kolegą w TVN 24 na temat Kościoła, że gdyby wierni zadeklarowali opłaty via Urząd Skarbowy, to sytuacja byłaby jaśniejsza.
Pocieszne jest to, że dokładnie to samo można powiedzieć o TVN 24. Tłumy wyznawców, a wszystko nie sformalizowane i „bezpłatne”. Dlaczego ktoś jedząc makaron, łykając pigułki lub kupując samochód składa się na TVN 24 – może wcale tego nie chce?
Oto propozycja rozwiązania Nabrzmiewającego Problemu:
1. Powołać Państwowy Instytut Reklamy Telewizyjnej (PIRT).
2. Zobowiązać Reklamodawców do wpłat na konto PIRT.
3. Powołać Narodowy Instytut Badania Preferencji Odbiorców Reklamy (NIBPOR). Niech bada.
4. Pieniądze z PIRT przekazywać do odpowiednich Telewizji zgodnie z wynikami badań NIBPOR.
Precz z wolną amerykanką w reklamach! Precz z fikcją „bezpłatnej telewizji”! Niech żyje Biurokracja! (po trzykroć: Niech żyje!).
Organizujesz obiad składkowy z kolegami i Urząd Skarbowy nic z tego nie ma, ba! Nic O Tym Nie Wie?!
Anarchia. To smutne. Powinni tego zabronić.  Rząd pana Tuska decyduje o nieukończeniu okrętu budowanego dla Polskiej Marynarki Wojennej. Zaoszczędzi miliard złotych.
Rząd pana Tuska zwiększył zatrudnienie w administracji o sto tysięcy biurokratów. Gdyby jeden biurokrata kosztował miesięcznie jeden tysiąc złotych, to rocznie 12 tysięcy, a 100 tysięcy razy 12 tyś. zł daje 1,2 miliarda.
Teraz rząd pana Tuska „nieśmiało, bo nieśmiało” zabiera się do rozwiązywania kolejnych problemów, których normalny człowiek nie nazwałby problemami.
Nota bene: garstka lewaków towarzysza Sierakowskiego („Krytyka Polityczna”) wyciska od administracji publicznej pieniądze podatnika i rząd pana Tuska problemu nie widzi.
środa, 25 stycznia 2012
poziom
Widać wszystko zależy od rodzaju doświadczeń i sfer, w jakich przyszło nam się obracać. Bo dla mnie Ameryka to przede wszystkim jądro upadku kultury wysokiej i moralności. To źródło obniżenia poziomu edukacji i prowadzącej donikąd specjalizacji. To moloch napędzany ideami materializmu, tak zadufany w swoim dobrobycie, że nie znajdujący chwili na krytyczną autorefleksję. To kraj hipokryzji: uważający się za najbardziej tolerancyjny na świecie kraj, który wymordował większość ludności autochtonicznej, a resztę zamknął w gettach (jak człowiek moralny może to tolerować?), kraj który zniewolił ludność napływową jedynie na podstawie koloru skóry i głosi idee równouprawnienia; kraj, w którym marnują się tony papieru (każdy sklep pakuje zakupy najpierw w torbę papierową, potem w foliową) i jednocześnie prowadzi się walkę o ochronę środowiska. To w końcu kraj społeczeństwa z indolencją – nierozumiejącego własnej hipokryzji i stawiającego się wszystkim innym za wzór. To typowy przykład pasożyta: stwarzającego co prawda umysłom wybitnym godne warunki życia, jednak bez zmrużenia oka przyjmujący ich dokonania za swoje własne. Najgorsze jednak jest to, że Ameryka promuje przeciętność, tak pięknie przerysowaną przez Kurta Vonneguta, a jej finansowa przewaga powoduje, że ma to wpływ na wszystkie inne państwa świata.  zdaje sobie sprawe, ze wspolczucie i empatia, a nawet wspolcierpienie kazdego z nas (was) nic nie kosztuja, a jednoczesnie w duzym stopniu poprawiaja samopoczucie spelnienia obywatelskiego obowiazku. Rownoczesnie kazdorazowa krytyka USA i jej „agentow”, dlaczego nie krytyka UE i jej „agentow” pozostajac bez odpowiedzi wprowadza nas (was) w dodatkowy stan lekkosci, wynikajacy z faktu przynaleznosci do grupy „dobrze” i „wlasciwie” poinformowanych. To juz jest prawie grupa wtajemniczonych znajacych kazde rozwiazanie lub li tylko wskazujacych na koniecznosc takiego? Pozostaje nastepne pytanie, czy to wystarczy? Jedyne co moze sprawic bol, to ciagle wystawianie palca wskazujacego; pytanie otwarte – na kogo i na co oraz po co? Zdaje sobie jednoczesnie sprawe, ze wspolcierpienie jest bledem w sztuce pedagogiki spolecznej i dlatego wystarczyloby rowniez samo wspolczucie. Zastanawiam sie nad takim postrzeganiem swiata (wsploczuciowo-krytycznym) po wniesieniu oplat za kazdy stan uniesienia, wspolczucia, empatii i wspolcierpienia. Ewentualne wniesienie oplat lub nawet zaplaty (wynagrodzenia) za kazdorazowy w/w stan uniesienia emocjonalnego jednych mogloby bogacic, a drugich z kolei doprowadzic do stanu zupelnej biedy i to nie tylko zmyslowo-umyslowej. Prosze sobie wyobrazic specjalne skalary zapisujace stany uniesienia kazdego z nas (was) i ich miesieczny bilans. Dlatego celem poprawienia tego bilansu prosze o zajecie sie rowniez (z akcentem na rowniez) ludnoscia Konga (od prawie dziesieciu lat piec milionow zabitych) i Sudanu (od pieciu lat ponad dwa miliony zabitych). Innych krajow nie wymieniam celem unikniecia czkawki arytmetycznej. Przy okazji zycze ewentulanym interlokutorkom i interlokutorom przede wszystkim zdrowia i pozytywnej energii, bo problemow jest coraz wiecej. Nie wiem jednak, czy same checi i pozytywna energia wystarcza na poprawienie krytycznego samopoczucia. Oglądałem Pana ostatnio wśród solidarnego towarzystwa, pożal się Boże. Jakiś tam pryncypialny prawicowo Stasiński z wybiórczej, roztrzepany i nawiedzony Michalski i jeszcze jeden solidarny ideolo, którego nazwisko akurat mi uleciało. Siedział Pan tam cichutki i układny, nie mający wiele do powiedzenia, wydawałoby się nie mający nic do powiedzenia.Wielki Daniel przeznaczony do odstrzału przez smarkatych myśliwych równie kochający Amerykę jak i oni. Jazgot i wzajemne przekrzykiwanie się wśród Panów zgodnych co do tego, że Ameryka jest wielka.Był Pan pozorną metką lewicowości afirmującej prawicę. Jak na obecną sytuację bardzo smakowity kąsek. Widzicie, nawet „komuch” Passent zgadza się z prawicowymi poglądami. Cóż lepszego można sobie wykoncypować gdy prawicowy model się sypie detalicznie. Takie wsparcie polityczne jest nie do przecenienia. Co zaś do dyskutowanej tam niezwykle gorąco lustracji, to zdążył on tylko tyle wyłkać, że Instytut Pamięci Narodowej nie chciał go zlustrować. Cóż to za krzywda.

Pomyśleć, że mnie czerwonemu chamowi wisi jak kilo kitu solidarna lustracja. Natomiast „czerwonemu” inteligentowi tak bardzo zależy, by zdążyć jeszcze na ostatni burżuazyjny ekspres zmierzający do rozsypującego się Edenu. Intelektualne zasługi nie są adekwatnie doceniane przez przybocznych wałęsiarzy, zatem przeszłość ludowa odchodzi w nicość. Cóż wobec tego jeśli nie miłość do Ameryki może nobilitować w oczach nowych szarlatanów politycznych. Wiem, że na moim nagrobku pozostanie napis „czerwony sukinkot” inni zaś w najlepszym przypadku zasłużą sobie na miano apologety dwóch epok. Jest w tym wszystkim bardzo dużo prawdy o bezwzględnej walce politycznej. Ale jest także wiele ludzkiej małości i zwykłej żenady. Powiadało się swego czasu, co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie. Dzisiaj okazuje się, że wielkość tkwi w narodzie a nie jego zdemoralizowanych elitach. Smutne, brutalne lecz prawdziwe .One zawsze personalnie musiały sprawdzać dokąd należy prowadzić naród,z pożytkiem dla siebie.

Weryfikowano te koncepcje w Leningradzie i Moskwie, Princetown i Harvardzie ze skutkiem na załączonym obrazku za naszym oknem. Tak postępowali pułkownik Światło i Sekretarz KC naszej Partii tow.Olszowski, ambasador w Japonii Rurarz i pułkownik z otoczenia Jaruzelskiego, Kukliński. Elity wyrosłe z ludowego smrodku, od którego się nie umiera, zdradzały swój naród zafascynowane „dobrem i pięknem”, by nasycić i uszlachetniać swoje przerośnięte nochale i kaprawe oczka trupim zapachem i widokiem ofiar Korei,Wietnamu, Kuby, Afganistanu i Iraku.

Dla budowy pomyślności osobistej i swojego kraju wykorzystuje się przeróżne konstelacje. Dobrze jest jeśli w tym szlachetnym dążeniu stawia się na własną pracę . Gorzej natomiast wygląda gdy wykorzystuje się na tej drodze wysiłek innych ludzi. Wykładanie sobie natomiast czerwonych dywanów ku szczęściu, z „ludzkiej mierzwy”, budzi delikatnie rzecz ujmując niesmak. Jakby filozoficznie nie podchodzić do tego tematu, to naród pozostaje zawsze a elity zwykle odchodzą najczęściej w niełasce i zapomnieniu. Może z uwagi na swoją niestabilność emocjonalną i intelektualną sprzedajność. A za szczyt politycznej ohydy uważam postawy elit starające się pozbawić tożsamości własny naród poprzez wymazanie niektórych klasyków polskiej literatury z programów nauczania do celowej i świadomej polityki totalnej emigracji.

W to miejsce wprowadza się surogat zwany fascynacją Ameryką. Sama w sobie fascynacja nie jest niczym zdrożnym, ba, można nawet powiedzieć, że stanowi ona chwalebny motor inspirujący ciekawość świata i osobistego rozwoju. I wszystko jest dobrze do czasu dopóty, dopóki prowadzimy rozważania w sensie abstrakcyjnym. Kiedy jednak pod te fascynacje podłożymy konkretne treści, wówczas jakby bledną szlachetne intencje a obraz traci swe żywe kolory przechodząc zaledwie w szary szkic czarno-biały.

Chcę przez to powiedzieć tylko tyle i aż tyle, że nie odmawiam nikomu prawa do miłości Ameryki lub Rosji. To kwestia indywidualnego wyboru, tak długo dopóki nie szkodzi interesom państwa pojmowanego jaka szeroka zbiorowość a nie wąskiej grupy interesu. Najlepiej gdyby to zainteresowanie było wielostronne, wieloaspektowe i wielopłaszczyznowe zarówno w sensie gospodarczym jak i kulturowym. Niestety, praktyka dowodzi, że jak swego czasu mieliśmy urzędowe sympatyzowanie z ZSRR tak obecnie ten model przeniesiono na Amerykę obdarzając porzuconą kochankę przeciwnymi uczuciami do miłości. I w zasadzie guzik mi do czyjejś minionej, niespełnionej miłości oraz tej nowej pączkującej i pełnej oczekiwań oraz urzędowych nadziei oraz emocji. Jest to sprawa tychże niedojrzałych emocjonalnie kochanków. A wiadomo wśród elit uczucia są rozbuchane, gwałtowne i żarliwe ale krótkotrwałe, co skutkuje tym, że porzuconych żon ma się sporo a pozostawionych dzieci jeszcze więcej. Poczuwanie się łożenia na te dzieci nie zawsze należy do powszechnie pojmowanych obowiązków owych politycznych motyli. Ważna jest taktyka z kwiatka na kwiatek i niech się martwi kwiatek. Motyle powołane są do bardziej górnych i wzniosłych celów.

A teraz powróćmy bliżej tekstu „Moja Ameryka” pióra Pana Passenta. Rzeczywiście na świecie dzieją się rzeczy dziwne, ciekawe i ważne. Można przyjąć, że ktoś ma dosyć w pewnym momencie polityki rozumianej jako chęci dominacji jednych nad drugimi.Wobec powyższego daje sobie na luz i zachowuje się en passant wobec często jej bardzo brzydkich erupcji .Budzi natomiast zastrzeżenia kiedy systemowo unika się rzeczy ważnych w obecnym raju demokratycznym. Przyjmuje się jako zasadę zajmowanie się politycznymi bzdetami, bzdurami i hecami jak sam Gospodarz zauważa. Mogą być teksty celne mniej lub bardziej, co jest naturalnym zjawiskiem w długim i męczącym procesie tworzenia. Jednak jednostronne maltretowanie przeciwników politycznych zaczyna być i nieciekawe, i tendencyjne, a także przyciężkawe, odbiegając w zasadniczy sposób od istoty żurnalistyki. A dla mnie tą istotą jest pewien obiektywizm i dystans, bowiem chodzi o to by nie przekształcić się w politycznego gryzipiórka.

Rozumiem, że istnieją zaangażowani żurnaliści niezależnie od podjętego tematu. I mogę to także zrozumieć, acz nie aspiruję do tak poważnego miana, i w jakimś sensie skierować to zastrzeżenie w swój adres. Ale świadom tej rzeczy ułomności staram się przynajmniej od czasu do czasu podśmiechiwać sam z siebie. Nie jest to łatwa procedura ale doprawdy bardzo kojąca, pozwalająca zachować dystans i przyzwoitość wobec poprawności politycznej narzucanej nam przez zdominowane kapitałem media. Staram się permanentnie wyłączać od idiotyzująco krzyczących reklam telewizyjnych propagujących produkty milionera Palikota i jemu podobnych intelektualistów .Unikam również włączania się w walkę między zwolennikami i przeciwnikami masturbacji wibratorem, na użytek znanych dwóch opcji politycznych bez zachowania należytej intymości.Zakrwawionego świńskiego łba nie będę również nikomu demonstrował by nie poczytano mnie za Tatarzyna jakowegoś, a stąd już droga do terrorysty niedaleka, za wyłączeniem członka elit rządzących. O takich członkach wręcz chciałoby się nie pamiętać lub głosem ludu naszego sprawiedliwego, dowalić im tak skutecznie, by zapamiętali tę szkołę raz na zawsze.Onże nasz ludek skomunizowany zawsze sedno uchwycić potrafi a i jądro wskaże nieomylnie..

Stąd obracanie jądra w jajo jest niezbyt stosowne, pomijając błąd merytoryczny, przynajmniej w kontekście spotkania Władimira z Angelą. Nawet jeśli ją zapewniał „Jawohl”, to tylko świadczy o tym, że był wobec niej gentlemanem. Nasi obaj głównodowodzący obcałowywali piękną i kosowłosą Julkę i guzik z tego im wyszło,poza chęciami. A Władik spotkał się z piękną Julcią i otrzymał to co chciał, spuszczając jej trochę, co to tylko wzmacnia ich stosunek i interes wzajemny. Tusk spotykał się dla odmiany z piękną Eryką i tokował ją wyraźnie, jak na wnuczkę bliskiego jej mundurowego przystało i co, i nici.Ona buduje swoje „wehrmachtowskie” muzeum, które rząd niemiecki popiera, a Donek może tylko buzię rozdziawiać jak mały Jasio. My na ogół pieprzymy bez ładu i składu, i guano z tego mamy. Solidarni awanturnicy i pieniacze dla zasady to czynią, w czym bardzo mocno umoczona jest nasza czwarta władza z własnego nadania.

Powoływanie się na fakt, iż nie jest się Premierem nie bardzo zwalnia od odpowiedzialności kiedy się było Ambasadorem tego układu rządzącego i w jego imieniu wyciera się studia czołowych telewizji niosących ciężar budowania lepszego jutra dla obcych i nielicznych polskich dusz. Z tego zespołu kontaktów i znajomości jednoznacznie wynika co delikwentowi w duszy gra. I nieważne co on pisze, ponieważ my wiemy, że mamy do czynienia z osobą inteligentną i doskonale wyczuwamy, że istotne jest nie to co ona pisze lecz to czego on pisać nie chce, bo tak jej w politycznej duszy gra. My sami grajkami nie jesteśmy ale z orkiestrą polityczną jesteśmy już dość dobrze zaznajomieni i wszelkie fałszywe nuty doskonale wychwytujemy. No chyba, że przejdzie się na poziom Pendereckiego lub von Karajana, wówczas upadniemy na kolana i cmokniemy w dłoń wirtuoza a potem uniżenie poprosimy o pokutę i wybaczenie.

Chcę nieskromnie powiedzieć, że tak dużo nas znowu nie dzieli od lokalnych „hec” i „piękna” granej nam muzyki w amerykańskim wykonaniu . Tam są także hece tylko na niewyobrażalnie większą skalę i ze skutkami trudnymi do przewidzenia. Przywitanie nowego bambosza starego amerykańskiego kapitału nie jest niczym innym aniżeli propagandową hecą. Nieważny jest kolor skóry Prezydenta, ważny jest globalny interes sypiących się Stanów Zjednoczonych, gdzie onże nowy Szef kolejne 300 miliardów wpompuje w prywatny sektor wysysając je z kieszeni swoich kolorowych braciszków. A jeżeli się zechce sprzeniewierzyć wielkiemu kapitałowi, który wywindował go na szczyt, dla spełnienia oczekiwań kolorowej ludności, to historia już zademonstrowała co z takimi niewdzięcznikami się dzieje.

W taki wieczór napompowany amerykańskim nacjonalizmem, aż chce się wierzyć, że jest to niezniszczalne Imperium Dobra, bez którego cała cywilizacja rozsypałaby się w gruzy. Wszelkie natomiast bełkotanie o wojnach, krwi i cierpieniach należą do skompromitowanego repertuaru epigonów upadłego zasłużenie komunizmu. Tamten system ciągle działa, tak myślą uczestniczący w tej imprezie skołowani Amerykanie. Dopiero kiedy przyjadą do durnej Polski stwierdzają z rozpaczą , że ich święty dolar i amerykańska buta poszły w zapomnienie. I gorycz gardło ściska zmuszając do ukradkowego połykania łez i żarliwego miotania klątw pod adresem widma komunizmu krążącego nad Ameryką.

Dzisiaj z perspektywy PRL-owskiego czasu i IPN-owskich weryfikacji okazuje sie, że wielu z z obecnych orłów solidarnych było mordowanych przez komunę notorycznym wysyłaniem ich do ojczyzny zgniłego kapitalizmu. Oni nie chcieli, ale partia ich przekonywała do tych paskudnych poświęceń, a UB i potem SB wręcz siłą zmuszało do tego. Teraz już nawet nie pamiętają czy SB kazało im lojalki podpisywać czy też nie, i co robiło z nimi CIA po przyjeździe do tamtej demokratycznej krainy, gdzie każdy mógł robić co chce, oby tylko nie sprzeciwił się kapitalizmowi. O czym tu gadać, kiedy wszyscy solidarni znają metody służb specjalnych, nasze wyrywały paznokcie a tamte witały kwiatami. Podobnie jak wiemy, że marines rzucają pomarańczami a nie granatami.To już taka specyfika wolności, pluralizmu i demokracji.

Następnie Pan Passent szczegółowo odnotowuje co zawdzięcza Ameryce. W szczególności na uwagę zasługuje dwukrotne stypendium na amerykańskich sztandarowych uczelniach. Jakby zapominając, że jest w tym również jakiś udział Polski, która go tam delegowała. Że pewnie Amerykanie nie zrobili tego bezinteresownie, lecz w celu rozmiękczania polskiej elity komunistycznej, wykształconej na bolszewickich uczelniach ZSRR. Takim to sposobem odbywała się walka o rząd dusz między Wschodem i Zachodem. Bardzo mnie interesują w tym znaczeniu kryteria naboru na owe uczelnie. Pewnie polscy bolszewicy organizowali łapanki uliczne, żeby podnieść poziom swoich elit po sukcesach edukacyjnych II-giej RP.

Najbardziej interesująco prezentuje się pobyt naszej gwiazdy w amerykańskim pudle, co oznacza, że nasz agent musiał tam być wyjątkowym komunistycznym Ikarem. Takie poświęcenie w imię miłości do wolnej Ameryki. To doprawdy ogromne wyrzeczenie i czarna niewdzięczność. Z kolei następuje bardzo osobisty akapit: „potem cztery lata pracy w amerykańskiej redakcji w Bostonie (1990-1994), której podjąłem się, aby zapewnić córce i synowi (a dokładnie – pasierbowi) wykształcenie nieporównanie lepsze od mojego. I dużo, dużo więcej.”
Chciałoby się powiedzieć, że tylko nieliczni mogli mieć takie możliwości. Myśmy, sól tej ziemi czarnej, takich możliwości nie mieli. A nawet gdybyśmy mieli, to nie jest pewnym czy z nich skorzystalibyśmy. Poza tym nie wszystkie inwestycje poczynione z takim wysiłkiem i samozaparciem muszą być trafionymi. Daniela Passenta ukształtowanego na podłym komunistycznym wykształceniu znamy wszyscy, a reszta jest milczeniem. Co zaś się tyczy zagadkowego:”I dużo, dużo więcej” , pytać nie będziemy, ponieważ nie jesteśmy wścibscy i zazdrośni oraz nie będziemy nakręcali politycznej hecy. Faktem pozostaje bezspornym, że polskie elity nad wyraz chętnie sprzedawały swoje usługi, jak gdyby były pozbawione polskich cech narodowych, ambicji i godności.

Cieszy mnie, że Polak przytacza swe kontakty i jest dumny ze swoich licznych znajomości żydowskich w Ameryce, bowiem zaprzecza to nagminnie imputowanym nam postawom antysemityzmu.Także nie wspominanie o wojnie w Gazie mieści się jak gdyby w nurcie proizraelskich zachowań. Zatem nikt nie może nam zarzucać braku światowości, otwarcia i ukochania, nawet padającego na łeb i szyję zielonego.

Ja również życzę Ameryce jak najlepiej.
Ameryce będącej autentycznym Imperium Dobra a nie Żandarmem Świata.
Życzę powodzenia jej bezdomnym i bezrobotnym.
Mam nadzieję na poprawę losu żyjących w slumsach.
Życzę uzyskania ubezpieczeń społecznych połowie amerykańskiego społeczeństwa.
Współczuję rodzinom zastrzelonych z karabinów maszynowych w studenckich campusach.
Przypominam pamięć setek poległych ofiar amerykańskich poległych na ulicach miast.
Oddaję cześć dziesiątkom Amerykanów utłuczonych policyjnymi taserami.
Ameryka to kontynent zróżnicowany materialnie i kulturowo,od skandalicznej biedy po skandaliczne bogactwo.

22:03, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 grudnia 2011
Sikorski powiedział

Ja jednak uczucia mam mieszane i nie mogę p. Sikorskiego totalnie potępić, bowiem mimo, iż całkowicie zbłądził odnośnie diagnozy przyczyn obecnych perturbacji finansowych także w Europie, upatrując je w mitycznych, nieistniejących „rynkach”, zamiast w programowych działaniach bandy zwykłych oszustów, to druga część jego przemówienia – przypominająca eurokratom, że Polacy sroce spod ogona nie wypadli, a nasze doświadczenia dotyczące Unii narodów nie maja sobie równych ani w Europie, ani w USA – była bardzo dobra, acz niekompletna niestety, gdyż zabrakło w niej Józefa Piłsudskiego i Cudu nad Wisłą, dzięki któremu Europa jest dziś Zachodem, a nie bolszewickim Wschodem, o czym powinna pamiętać, a i jakieś nawet skromne, oficjalne podziękowanie także by nie zawadziło. Ale nie wymagam od min. Sikorskiego aż tyle, zrobił, co mógł, w końcu jego neoliberalni dziś promotorzy, to w prostej linii spadkobiercy krzewicieli idei bolszewickich z początku wieku, więc słowa o Marszałku Piłsudskim ranią ich szczególnie, na takie okrucieństwo min. Sikorski nie mógł sobie pewnie pozwolić (jeśli sam pisał, to co odczytał) i ja to rozumiem.

Sama idea silnej, zjednoczonej Europy jest moim zdaniem właściwa. Najwyższy już czas na drogę ku Nietscheańskiemu nadczłowiekowi, jako rzecze Zaratustra, w dobrym pojęciu tego słowa. Tyle, że Europa została przejęta przez gang amoralnych oszustów i prymitywnych mentalnie złodziei, banksterów oraz ich skorumpowanych, albo zhakowanych popleczników, więc takie zjednoczenie dziś, bez uprzedniego znacjonalizowania globalnych banków w poszczególnych państwach oraz powszechnej abolicji długu, bez grubej finansowej kreski i ustalenia nowych reguł, nie ma żadnego sensu, gdyż byłoby dla Europejczyków szkodliwe i niebezpieczne, sprowadziłoby nas jeszcze szybciej do roli zakutych w kajdany długu niewolników prywatnej, nacjonalistycznej, korporacyjnej kliki, emitującej, tworzącej i całkowicie kontrolującej pieniądz we wszystkich krajach Eurolandu (oraz w USA oczywiście, ale tam to normalka). Z tego uścisku bez powywieszania jej przywódców na latarniach Europa nie mogłaby się nigdy podźwignąć – a po co przemoc? Takie faux pas w cywilizowanej Europie, gdzie wszyscy są przeciw? Wystarczą decyzje. Dlatego Europa powinna najpierw podjąć odpowiednie działania, aby oczyścić się z bankierskiego bagna, w którym systematycznie grzęźnie od ponad 200 lat, a potem dopiero tworzyć nasze zdrowe stany zjednoczone. Niemożliwe? Wszystko jest możliwe na tym najpiękniejszym ze światów.

Druga część przemówienia min. Sikorskiego była w mojej opinii bardzo dobra, podczas gdy pierwsza to naprawdę nie lada wyzwanie dla inteligencji Europejczyków – że też żaden zgniły pomidor nie poleciał w kierunku Szanownego Prelegenta, bardzo dziwne. Żeby tak samym Kantem publiczność z mównicy usiłować okantować, albo raczej oszwabić, wpierając jej w żywe oczy, iż podstawowym kantowskim imperatywem moralnym jest… spłata długów! Koń by się uśmiał – ale jak to brzmi! Kant! Kant może o tyle jest tu na miejscu, że nawet Wielki Szu go czytał, więc pasuje do oszustów z triady City/Wall Street/Bazylea jak ulał, choć skala przyznam nie ta. Sikorski w kontekście długu powiada, że „Dla Kanta, uczciwość i odpowiedzialność stanowiły imperatywy kategoryczne: podstawę wszelkiego ładu moralnego”. To bardzo piękne zdanie, jednak wypowiedziane w tym kontekście sugeruje z pozycji aksjomatu, iż nie może być brane pod rozwagę żadne inne rozwiązanie, jak tylko zaciskane przez Europę pasa i ponoszenie w nieskończoność ciężarów niesprawiedliwych de facto długów na rzecz prywatnych ludzi z prywatnych banków, ludzi niemoralnych, którzy swój majątek zbili kosztem milionów osób cierpiących na całym świecie, na inspirowanych przez siebie wojnach, na oszukańczych giełdach oraz za pomocą własnych absurdalnych wynalazków do masowego generowania dla siebie kasy kompletnie z niczego – derywatów – przy jednoczesnym okradaniu całego świata

Tagi: polityka Unia
22:38, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 września 2011
Ci panowie..

Słuchałam dziś rano w TOK FM utyskiwań i towarzyszących jej tuzów ? dziennikarstwa nad płycizną i brakiem emocji kampanii wyborczej.
Ja sama też łapię się na szukaniu/wyczekiwaniu sensacyjnych wydarzeń czy wypowiedzi, bo obawiam się, ze tylko ostre zarysowanie konfliktu, daje szansę na wyrwanie z kapci w dniu wyborów tych leni, którym wygrana Platformy wydaje się oczywista, a i rozmiar przewagi nad PIS w zasadzie bez znaczenia.
Najbardziej obawiam się zbiorowej niepamięci o tym, jak wyglądały rządy Kaczyńskiego przed 4 laty i braku świadomości , jak może wyglądać w rzeczywistości jego zemsta na Tusku za Smoleńsk.
Komorowski i jego weto mogą na szaleńca nie wystarczyć?

Pan Zdrojewski et consortes ze swoją inicjatywą OdS , natężeniem kunktatorstwa i cynizmu przypominają mi naszą swojsko- krakowską definicję szpicyfindra : dotychczas zbierane frukta utrzymać, a do ogólnopolskiej polityki wejść tylnymi drzwiami , przy wsparciu ? Salonu Odrzuconych? takich Rybińskich czy Królów np. Tak samo ślisko i obrzydliwie zaprezentowała się szanowna Zyta Gilowska , co to debatować jako polityk gotowa i kasę / niemałą! / za posadkę w RPP brać .
Inicjatywa, która na początku wydawała się sensowna rozłazi się w szwach, bo nie ma w tym gronie ludzi, którzy chcieliby cokolwiek dla tej idei zaryzykować. Kandydaci wskazani przez prezydentów / a połączenie Majchrowskiego i Zdrojewskiego samo w sobie wydaje się być szczytem szpicyfindrostwa / trzymają się swoich posad i posadek i nie deklarują ich porzucenia po uzyskaniu senackiego mandatu. Ot, taka to byle jaka gierka?

W sprawie Adama Hofmana w zasadzie żal atramentu, bo wokół siebie mamy przecież / szczególnie w korporacjach / takich Hofmanów na kopy. O ile jednak te pistolecik szybko w realu dojrzewają w warunkach ostrego temperowania, o tyle połączenie Kaczyński + Hofman jest raczej ilustracją prostego faktu: jak niewiele Prezes wie o realnym życiu.
Postawienie na tego agresywnego prostaka z żałosna polszczyzną i jeszcze bardziej żałosnym nadmuchanym ego jest ? jak to się teraz mówi ? przeciw skuteczne?. I tak trzymać.
Pamiętamy przecież/ wszyscy  /sprzed roku jak groźna była kulturalna i rzeczowa Kluzik ? Rostkowska , która budziła szczerą sympatie? zrobiła Kaczyńskiego prezydentem. I tego nigdy jej nie wybaczę.

Tagi: PIS polityka
17:32, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 sierpnia 2011
Londyn
Ludzie władzy i pieniądza sądzili, że zdołają wepchnąć do supermarketów i przed telewizory wszystkich, którzy mogliby przeszkadzać w nieskrępowanym grabieniu bogactwa dla siebie. Sądzili (może jeszcze się łudzą), że wystarczy nakarmić i dostarczyć temu bydłu taniej rozrywki, co zamknie raz na zasze problem z butującymi się masami młodych. Wymagnia zmniejszono owszem, ale tylko dla biedoty, oni pokończą szkoły i dostaną dyplom, nawet gdy nie będą potrafili płynnie czytać, wystarczy im posługiwanie się elektronicznymi zabawkami, gdzie wszytko będzie w obrazkach, a przekaz zgodny z oczekiwaniami władców tego świata. Jakich więzi społecznych elit i podklasy pan oczekuje redaktorze, skoro nędznikom wyznaczono ścieżkę życia, która zaprowadzi ich na ulice, a z tamtąd do więzień. Czy sir Philip Green, doradca premiera Camerona ds. redukcji wydatków socjalnych, jest lepszy od tej bandy młodocianych rabusiów i wandali? Przecież ten szlachetny mąż opodatkowuje się z pośrednictwem swojej byłej żony w Monaco, on sobie odbiera podatki ( czyż nie tak powiedziała dziewczyna przyłapana na rabunku telewizora).
Ci wszyscy mądrale dobrze to zaplanowali, nie przewidzieli natomiast, że w dzisiejszych czasach nie da się ich świństw ukryć, co w czasach o którch pan marzy  było nie do pomyślenia. A jest właśnie tak, że dzisiaj nikt nie chowa nędzy i brudów rodziny w czterech ścianach, księdzu coraz częściej nie ujdzie płazem gwałt na dziecku, uczeń w szkole słucha nauczyciela hipokrytę i wie, że ma do czynienia z teatrem, to dlaczego sam nie ma wziąć udziału w tym przedstawieniu, itd. Z takiej jatki młody człowiek nie wyjdzie cało, tym bardziej, że chce takiego życia jakie mu proponują za szklanym ekranem.
Nie mogę zrozumieć dlaczego pan zestawia londyńską burdę z protestami hiszpańskiej młodzieży, rozczarowanego ludu Aten, masakrę Breivika w Norwegii. Jaki to ma wspólny mianownik ? Co złego robią młodzi ludzie na hiszpańskich placach.
o nie wygląda nie na spontaniczny bunt mas nowej ery, a raczej na zaczątek starego, oklepanego, ale ewolucyjnego patentu: kiedyś rewolucyjno-francuskiego, potem rewolucyjno-bolszewickiego, hitlerowskiego, a teraz kapitalistyczno-neoliberalnego, polegającego na umyślnym podjudzaniu w „słusznej sprawie” ogłupionego, doprowadzonego do biedy pospólstwa, dla partykularnego zysku „elit”. Tyle, że w nowej, rynkowej wersji, np. z elementami marketingu bezpośredniego Blackberry – sprzętu tak „zajefajny”, że nawet sam James Bond pewnie nie potrafiłby złamać protokołu szyfrowania czatu, którym posługiwać się mieli masowo londyńscy gówniarze-balckberryści, choć ich nie tylko na ten sprzęt nie stać, ale nawet na chleb. To nic, że MI6 z CIA i Mosadem (jest jakaś różnica?) przysłuchują się rozmowom przez te telefony i czytają te czaty 24 godziny na dobę – w świat idzie wieść, że gadżet jest cool, więc jest nadzieja, że sprzedaż zaraz ruszy z kopyta. Cóż, business is business. Chińczycy robią wszelkie smartfony za frakcję ceny Blackberry, (i tak zarabiają na tym krocie) więc marketing musi obecnie być naprawdę żarliwy, a najlepiej ognisty, żeby przekonać klientów do zakupu. To oczywiście tylko drobna wartość dodana, gdyż główne zyski z demolki Londynu czerpią bankierzy oraz korporacje, handlarze bronią, biali i prawie biali nacjonaliści-rasiści (jeden czarny, dla zmyłki) oraz zamordyści, którym od dawna marzy się społeczeństwo globalne z obrożą na szyi, jak w Dogville u Larsa von Triera, a teraz także pozbawione wolnego Internetu, gdyż 175 gazet Murdocha, nawet z Reutersem Rotszylda do kupy, widać wszystkiego jeszcze nie potrafią załatwić.
20:59, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lipca 2011
co tam w prezydencji

Chyba rzeczywiście mało kogo w Polsce interesują dziś problemy istotne. Mentalność „nasza chata z kraja” dominuje pośród społeczeństwa, natomiast „morda w kubeł” i „pilnuj własnej kieszeni” pośród jego demokratycznych wybrańców. Wygląda na to, że i nasza prezydencja w UE odbędzie się pod znakiem hipokryzji oraz strusia z głową schowaną głęboko w piasku – no to ja nie wiem, czym ten struś będzie tam zabierał głos, merytorycznie marnie to widzę. Ale czy to w ogóle nasza prezydencja? Nasza, to znaczy czyja? Kto ustalał jej priorytety i z kim je konsultował? Ze mną nikt, może z kimś z Państwa? Nie? A może z Panem Redaktorem? Też nie? No to z kim, u licha?

Już w pierwszych dniach pokaże się, czy jesteśmy rządzeni przez ludzi, dla których istotą jest dobro Polski oraz unijnych społeczeństw, czy też raczej przeróżnych darmozjadów – dywersantów i sabotażystów, okupujących unijne synekury, działających wbrew własnym społeczeństwom, dla korzyści prywatnej oraz gangu z City & Wall Street Co.

Jeśli Polska autentycznie ma zamiar troszczyć się o dobro Europy, a przez to także i świata, to przede wszystkim postawi natychmiast na forum Unii kwestię nielegalnej napaści militarnej na Libię państw zbrodniczej osi, triumwiratu, rządzonego dziś przez ten sam syndykat spod ciemnej, ostrej gwiazdy, i zażąda natychmiastowego zaprzestania bombardowań Libii oraz naprawy wyrządzonych Libijczykom szkód, a winnych tej dzikiej jak jej inspiratorzy agresji skieruje do trybunału w Hadze, gdzie słynny prokurator „szybki Ocampo” wyda w ciemno (swoim zwyczajem) nakaz aresztowania szefów całej trójki, choć akurat w tym przypadku pomyłki nie będzie. Nie tracę nadziei w tej kwestii, ponieważ rozsądek w społeczeństwach widać jeszcze jest, co potwierdza choćby reakcja tego Francuza, który wytargał ostatnio za szmaty p. Sarkozy’ego. Pierwsze koty za płoty?

Drugim testem, określającym naszą determinację działania dla dobra Unii będzie to, czy postawimy na jej forum kwestię naprawy systemu monetarnego, likwidacji rajów podatkowych, abolicji długów oraz przekształcenia systemu bankowo-finansowego w taki sposób, aby odtąd służył społeczeństwom, zamiast prywatnym figurom, mającym się w swej irracjonalnej, psychicznej dewiacji za nadludzi: różnym Rotszyldom, Goldmanom, Rockefellerom itp. oraz ich amoralnym, aspołecznym, chciwym, skorumpowanym poplecznikom.

23:41, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »