Blog poświęcony szeroko zakrojonemu tematowi opon, zarówno opony zimowe do sanek, jak i opony letnie do taczek mechanicznych, czy szeroki wybór opon do rowerów dziecięcy i samochodów lego.
RSS
niedziela, 17 kwietnia 2011
Ropy dajcie, albo bierzemy

Robi się raźniej na duszy, gdyż można mieć teraz absolutną pewność, co do jedności ideologii, preferowanych wartości oraz wspólnoty interesów obecnych aliantów – to stara gwardia, dobrana kompania, sprawdzona już w niedalekiej historii. Jej znakiem rozpoznawczym był wtedy – faszyzm. Wielka Brytania – Hitler długo uważał ich za przyjaciół, nawet łączył z nimi plany na wspólną przyszłość, oni z kolei przymykali oczy na wieloletnie, niemieckie zbrojenia, budowę całego lotnictwa Luftwaffe – można powiedzieć, że Hitler wiele im zawdzięcza. „Jak zostać królem” to dobry film, tyle tylko, że kompletnie wyabstrahowany z realiów historycznych. Francja – cóż, rząd Vichy kolaborujący z hitlerowcami. Hiszpania – faszysta Franco. Włochy – Mussolini. Dania – DNSAP, swastyki, nazistowskie pieśni, niczym w samych ówczesnych Niemczech. Norwegia – też kolaboranci, na dodatek nieźle zarabiający na wojnie: Norsk Hydro zaangażowany był w produkcję ciężkiej wody, a przemysł oraz armatorzy robili takie majątki na handlu z Niemcami, jak niektórzy ortodoksyjni mieszkańcy Nowego Jorku. Circa 50 tys. Norweżek miało związki z Niemcami

BRIC pozostaje z boku, jednak moim zdaniem wyłącznie dlatego, że nikt nie zaryzykuje dziś weta widząc, jakie zakłamanie panuje w telewizorach świata – wszędzie ta sama, natrętna, propagandowa śpiewka, w myśl starej zasady, że jak coś zostanie powiedziane, czy pokazane tysiąc razy, to stanie się wreszcie prawdą. Jak miałyby Chiny na przykład uzasadnić swe weto w świetle medialnych reflektorów, rzucających snop czarnego światła na rzeczywistość? Przecież zaraz zostałyby okrzyknięte wspólnikami mordercy oraz terrorysty Kadafiego, brutalnym reżimem chińskim, a wszystkie agencje świata, tresowane latami w bezmyślnym powtarzaniu „newsów” z tych samych Reutersów i Associated Pressów natychmiast opublikowałyby materiały, pokazujące okrutne rzezie Kadafiego na ludności cywilnej (przeprowadzone rękami zagranicznych służb specjalnych).

Posłowi Kłopotkowi puściły dziś nerwy w telewizji i wypalił szczerze, że to nie o demokrację i wolności dla Libijczyków idzie, a tylko o interesy. Podparł się przy tym rzeczowym argumentem, iż wiele jest uciskanych państw, którym „alianci” nie palą się jakoś pomagać. Bo nie ma tam ropy. Swój humanitaryzm pokazał przy okazji p. Niesiołowski – który nawoływał w telewizji, żeby Kadafigo od razu powiesić. Po co procesy, szkoda czasu nawet na taki, jaki urządzono Husajnowi. Czy nawoływanie z telewizora do morderstwa jest w Polsce legalne?

Zachód nie znalazłby się między młotem a kowadłem, gdyby nie wysłał swoich służb specjalnych oraz komandosów do Libii, aby wzniecili tam niby „Twiterowo/Facebookową” rewolucję młodych (i głupich), która miała dać pretekst do kradzieży libijskiej ropy. arkozy potrzebowal tej wojny dla podniesienia swojego upadajacego prestizu i zamazania wstydu po reakcja wladz francuskich na rewolucje w Tunezji (owczesna pani minister SZ, a byla minister SW, chciala wysylac do Tunezji palki policyjne i gaz lzawiacy dla opanowania sytuacji przez Ben Alego). Kiedys Sarkozy wygal wybory dzieki elektoratowi Frontu Narodowego. Teraz chce glosow 5 milionow francuskich muzulmanow, a wybory za 14 miesicy, wiec data wojny wypada swietnie. W sumie to jednak nie jest wazne. Dziwi mnie, ze w Polsce nie dostrzega sie ewidentnego podobienstwa miedzy powstaniem w Bengazi i Powstaniem Warszawskim. Chyba pierwszy raz w historii zdarzylo sie zeby Zachod „bezinteresownie” pomogl upadajacemu powstaniu. Chyba nikt nie ma watpliwosci, ze jesli Kadafi wzialby Bengazi, to sprawilby tam rzez ludnosci cywilnej. Jeszcze ciekawsze, ze motorem tej wojny byl inetelektualista francuski, pisarz, dandys i Zyd, Bernard-Henri Levy. Polecial do Bengazi, przekonal tamtejszych powstancow (zreszta tez bylego ministra sprawiedliwosci Kadafiego, coz rozmawia sie z tymi, ktorzy sa) zeby przylecieli do Paryza, do niego do domu, a nastepnie wymusil na Sarkozym spotkanie z nimi w Palacu Elizejskim. Poczatek byl marny, USA nie palily sie do tej wojny, wydawalos ie, ze nikt nie chce sie narazac dla Bengazi. Ale BHL uparcie dazyl do celu. To on, lewicowiec, przekonal Sarkozyego jakie moze miec z tej wojny korzysci. I udalo sie! Dla mnie liczy sie tylko to, ze ta wojna moze rzeczywiscie obalic Kadafiego i zaprowadzic cos na ksztalt demokracji w Libii. Nie bedzie to swietlista demokracja, ludzie i tak beda jeszcze dlugo biedni, ale nie bedzie szalonego satrapy. Mnie to wystarczy. A ratowanie Bengazi w ostatniej chwili przejdzie do historii i bedzie zapiasne na korzysc Sarkozyego i Francji. Choc ten jeden raz francuscy Arabaowie czuja sie dumni. I te dume dal im tym razem prawicowiec Sarkozy. To sie bedzie liczylo, choc ponownej wygranej moze Sarkozyemu nie zapewnic, bo francuscy Arabowie nie glosuja masowo. Maja tez z nim inne porachunki. Polityka zagraniczna jest we Francji domena prezydenta. Za rok wybory prezydenckie, popularnosc Sarko spada i chcialby on wykazac sie jakimis miedzynarodowymi sukcesami. Dlaczego ma nadzieje, ze uda mu sie to akurat w Libii ? Moze dlatego, ze przed kilku laty odniosl tam sukces dyplomatyczny, przy uwalnianiu bulgarskich pielegniarek. Obie sytuacje sa oczywiscie nieporownywalne, a nadzieja Sarko wydaje sie conajmniej naiwna.

Ostatnie wojny zachodu koncza sie zawsze wprowadzaniem jakiej- takiej demokracji. Najlepszym przykladem tego jest Afganistan, gdzie w plemiennym spleczenstwie zachod, po sfalszowanych wyborach, toleruje skorumpowanego do szpiku kosci Kazaia. Utrzymuje sie on u wladzy jedynie dzieki amerykanskim pieniadzom wyplacanym przywodcom plemiennym.

Podobna strukture plemienna jak w Afganistanie mamy w Libii, tylko ze w Libii dobroczyncom przywodcow plemiennych jest jeszcze Kadafi i to wlasnie jest baza jego wladzy. Wystarczy tych przywodcow przeplacic i juz mamy w Libii prawdziwa demokracje.

Ale po co bylo przedtem strzelac ? Chyba po to, aby troche rozmiekczyc kontrachentow i uzyskac nizsza cene. Z reszta patrzac na zasoby materielne Libii i majac w pamieci Irak, mozemy spac spokojnie. Takie imprezy finansuja sie same i przynosza jeszcze niezly odsetek.

Jak to napisal po interwencji irackiej pewien dziennikarz „Wprost”: „dajcie nam tylko jedno pole naftowe, to se sami skasujemy za usluge”

10:51, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »