Blog poświęcony szeroko zakrojonemu tematowi opon, zarówno opony zimowe do sanek, jak i opony letnie do taczek mechanicznych, czy szeroki wybór opon do rowerów dziecięcy i samochodów lego.
RSS
środa, 25 stycznia 2012
poziom
Widać wszystko zależy od rodzaju doświadczeń i sfer, w jakich przyszło nam się obracać. Bo dla mnie Ameryka to przede wszystkim jądro upadku kultury wysokiej i moralności. To źródło obniżenia poziomu edukacji i prowadzącej donikąd specjalizacji. To moloch napędzany ideami materializmu, tak zadufany w swoim dobrobycie, że nie znajdujący chwili na krytyczną autorefleksję. To kraj hipokryzji: uważający się za najbardziej tolerancyjny na świecie kraj, który wymordował większość ludności autochtonicznej, a resztę zamknął w gettach (jak człowiek moralny może to tolerować?), kraj który zniewolił ludność napływową jedynie na podstawie koloru skóry i głosi idee równouprawnienia; kraj, w którym marnują się tony papieru (każdy sklep pakuje zakupy najpierw w torbę papierową, potem w foliową) i jednocześnie prowadzi się walkę o ochronę środowiska. To w końcu kraj społeczeństwa z indolencją – nierozumiejącego własnej hipokryzji i stawiającego się wszystkim innym za wzór. To typowy przykład pasożyta: stwarzającego co prawda umysłom wybitnym godne warunki życia, jednak bez zmrużenia oka przyjmujący ich dokonania za swoje własne. Najgorsze jednak jest to, że Ameryka promuje przeciętność, tak pięknie przerysowaną przez Kurta Vonneguta, a jej finansowa przewaga powoduje, że ma to wpływ na wszystkie inne państwa świata.  zdaje sobie sprawe, ze wspolczucie i empatia, a nawet wspolcierpienie kazdego z nas (was) nic nie kosztuja, a jednoczesnie w duzym stopniu poprawiaja samopoczucie spelnienia obywatelskiego obowiazku. Rownoczesnie kazdorazowa krytyka USA i jej „agentow”, dlaczego nie krytyka UE i jej „agentow” pozostajac bez odpowiedzi wprowadza nas (was) w dodatkowy stan lekkosci, wynikajacy z faktu przynaleznosci do grupy „dobrze” i „wlasciwie” poinformowanych. To juz jest prawie grupa wtajemniczonych znajacych kazde rozwiazanie lub li tylko wskazujacych na koniecznosc takiego? Pozostaje nastepne pytanie, czy to wystarczy? Jedyne co moze sprawic bol, to ciagle wystawianie palca wskazujacego; pytanie otwarte – na kogo i na co oraz po co? Zdaje sobie jednoczesnie sprawe, ze wspolcierpienie jest bledem w sztuce pedagogiki spolecznej i dlatego wystarczyloby rowniez samo wspolczucie. Zastanawiam sie nad takim postrzeganiem swiata (wsploczuciowo-krytycznym) po wniesieniu oplat za kazdy stan uniesienia, wspolczucia, empatii i wspolcierpienia. Ewentualne wniesienie oplat lub nawet zaplaty (wynagrodzenia) za kazdorazowy w/w stan uniesienia emocjonalnego jednych mogloby bogacic, a drugich z kolei doprowadzic do stanu zupelnej biedy i to nie tylko zmyslowo-umyslowej. Prosze sobie wyobrazic specjalne skalary zapisujace stany uniesienia kazdego z nas (was) i ich miesieczny bilans. Dlatego celem poprawienia tego bilansu prosze o zajecie sie rowniez (z akcentem na rowniez) ludnoscia Konga (od prawie dziesieciu lat piec milionow zabitych) i Sudanu (od pieciu lat ponad dwa miliony zabitych). Innych krajow nie wymieniam celem unikniecia czkawki arytmetycznej. Przy okazji zycze ewentulanym interlokutorkom i interlokutorom przede wszystkim zdrowia i pozytywnej energii, bo problemow jest coraz wiecej. Nie wiem jednak, czy same checi i pozytywna energia wystarcza na poprawienie krytycznego samopoczucia. Oglądałem Pana ostatnio wśród solidarnego towarzystwa, pożal się Boże. Jakiś tam pryncypialny prawicowo Stasiński z wybiórczej, roztrzepany i nawiedzony Michalski i jeszcze jeden solidarny ideolo, którego nazwisko akurat mi uleciało. Siedział Pan tam cichutki i układny, nie mający wiele do powiedzenia, wydawałoby się nie mający nic do powiedzenia.Wielki Daniel przeznaczony do odstrzału przez smarkatych myśliwych równie kochający Amerykę jak i oni. Jazgot i wzajemne przekrzykiwanie się wśród Panów zgodnych co do tego, że Ameryka jest wielka.Był Pan pozorną metką lewicowości afirmującej prawicę. Jak na obecną sytuację bardzo smakowity kąsek. Widzicie, nawet „komuch” Passent zgadza się z prawicowymi poglądami. Cóż lepszego można sobie wykoncypować gdy prawicowy model się sypie detalicznie. Takie wsparcie polityczne jest nie do przecenienia. Co zaś do dyskutowanej tam niezwykle gorąco lustracji, to zdążył on tylko tyle wyłkać, że Instytut Pamięci Narodowej nie chciał go zlustrować. Cóż to za krzywda.

Pomyśleć, że mnie czerwonemu chamowi wisi jak kilo kitu solidarna lustracja. Natomiast „czerwonemu” inteligentowi tak bardzo zależy, by zdążyć jeszcze na ostatni burżuazyjny ekspres zmierzający do rozsypującego się Edenu. Intelektualne zasługi nie są adekwatnie doceniane przez przybocznych wałęsiarzy, zatem przeszłość ludowa odchodzi w nicość. Cóż wobec tego jeśli nie miłość do Ameryki może nobilitować w oczach nowych szarlatanów politycznych. Wiem, że na moim nagrobku pozostanie napis „czerwony sukinkot” inni zaś w najlepszym przypadku zasłużą sobie na miano apologety dwóch epok. Jest w tym wszystkim bardzo dużo prawdy o bezwzględnej walce politycznej. Ale jest także wiele ludzkiej małości i zwykłej żenady. Powiadało się swego czasu, co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie. Dzisiaj okazuje się, że wielkość tkwi w narodzie a nie jego zdemoralizowanych elitach. Smutne, brutalne lecz prawdziwe .One zawsze personalnie musiały sprawdzać dokąd należy prowadzić naród,z pożytkiem dla siebie.

Weryfikowano te koncepcje w Leningradzie i Moskwie, Princetown i Harvardzie ze skutkiem na załączonym obrazku za naszym oknem. Tak postępowali pułkownik Światło i Sekretarz KC naszej Partii tow.Olszowski, ambasador w Japonii Rurarz i pułkownik z otoczenia Jaruzelskiego, Kukliński. Elity wyrosłe z ludowego smrodku, od którego się nie umiera, zdradzały swój naród zafascynowane „dobrem i pięknem”, by nasycić i uszlachetniać swoje przerośnięte nochale i kaprawe oczka trupim zapachem i widokiem ofiar Korei,Wietnamu, Kuby, Afganistanu i Iraku.

Dla budowy pomyślności osobistej i swojego kraju wykorzystuje się przeróżne konstelacje. Dobrze jest jeśli w tym szlachetnym dążeniu stawia się na własną pracę . Gorzej natomiast wygląda gdy wykorzystuje się na tej drodze wysiłek innych ludzi. Wykładanie sobie natomiast czerwonych dywanów ku szczęściu, z „ludzkiej mierzwy”, budzi delikatnie rzecz ujmując niesmak. Jakby filozoficznie nie podchodzić do tego tematu, to naród pozostaje zawsze a elity zwykle odchodzą najczęściej w niełasce i zapomnieniu. Może z uwagi na swoją niestabilność emocjonalną i intelektualną sprzedajność. A za szczyt politycznej ohydy uważam postawy elit starające się pozbawić tożsamości własny naród poprzez wymazanie niektórych klasyków polskiej literatury z programów nauczania do celowej i świadomej polityki totalnej emigracji.

W to miejsce wprowadza się surogat zwany fascynacją Ameryką. Sama w sobie fascynacja nie jest niczym zdrożnym, ba, można nawet powiedzieć, że stanowi ona chwalebny motor inspirujący ciekawość świata i osobistego rozwoju. I wszystko jest dobrze do czasu dopóty, dopóki prowadzimy rozważania w sensie abstrakcyjnym. Kiedy jednak pod te fascynacje podłożymy konkretne treści, wówczas jakby bledną szlachetne intencje a obraz traci swe żywe kolory przechodząc zaledwie w szary szkic czarno-biały.

Chcę przez to powiedzieć tylko tyle i aż tyle, że nie odmawiam nikomu prawa do miłości Ameryki lub Rosji. To kwestia indywidualnego wyboru, tak długo dopóki nie szkodzi interesom państwa pojmowanego jaka szeroka zbiorowość a nie wąskiej grupy interesu. Najlepiej gdyby to zainteresowanie było wielostronne, wieloaspektowe i wielopłaszczyznowe zarówno w sensie gospodarczym jak i kulturowym. Niestety, praktyka dowodzi, że jak swego czasu mieliśmy urzędowe sympatyzowanie z ZSRR tak obecnie ten model przeniesiono na Amerykę obdarzając porzuconą kochankę przeciwnymi uczuciami do miłości. I w zasadzie guzik mi do czyjejś minionej, niespełnionej miłości oraz tej nowej pączkującej i pełnej oczekiwań oraz urzędowych nadziei oraz emocji. Jest to sprawa tychże niedojrzałych emocjonalnie kochanków. A wiadomo wśród elit uczucia są rozbuchane, gwałtowne i żarliwe ale krótkotrwałe, co skutkuje tym, że porzuconych żon ma się sporo a pozostawionych dzieci jeszcze więcej. Poczuwanie się łożenia na te dzieci nie zawsze należy do powszechnie pojmowanych obowiązków owych politycznych motyli. Ważna jest taktyka z kwiatka na kwiatek i niech się martwi kwiatek. Motyle powołane są do bardziej górnych i wzniosłych celów.

A teraz powróćmy bliżej tekstu „Moja Ameryka” pióra Pana Passenta. Rzeczywiście na świecie dzieją się rzeczy dziwne, ciekawe i ważne. Można przyjąć, że ktoś ma dosyć w pewnym momencie polityki rozumianej jako chęci dominacji jednych nad drugimi.Wobec powyższego daje sobie na luz i zachowuje się en passant wobec często jej bardzo brzydkich erupcji .Budzi natomiast zastrzeżenia kiedy systemowo unika się rzeczy ważnych w obecnym raju demokratycznym. Przyjmuje się jako zasadę zajmowanie się politycznymi bzdetami, bzdurami i hecami jak sam Gospodarz zauważa. Mogą być teksty celne mniej lub bardziej, co jest naturalnym zjawiskiem w długim i męczącym procesie tworzenia. Jednak jednostronne maltretowanie przeciwników politycznych zaczyna być i nieciekawe, i tendencyjne, a także przyciężkawe, odbiegając w zasadniczy sposób od istoty żurnalistyki. A dla mnie tą istotą jest pewien obiektywizm i dystans, bowiem chodzi o to by nie przekształcić się w politycznego gryzipiórka.

Rozumiem, że istnieją zaangażowani żurnaliści niezależnie od podjętego tematu. I mogę to także zrozumieć, acz nie aspiruję do tak poważnego miana, i w jakimś sensie skierować to zastrzeżenie w swój adres. Ale świadom tej rzeczy ułomności staram się przynajmniej od czasu do czasu podśmiechiwać sam z siebie. Nie jest to łatwa procedura ale doprawdy bardzo kojąca, pozwalająca zachować dystans i przyzwoitość wobec poprawności politycznej narzucanej nam przez zdominowane kapitałem media. Staram się permanentnie wyłączać od idiotyzująco krzyczących reklam telewizyjnych propagujących produkty milionera Palikota i jemu podobnych intelektualistów .Unikam również włączania się w walkę między zwolennikami i przeciwnikami masturbacji wibratorem, na użytek znanych dwóch opcji politycznych bez zachowania należytej intymości.Zakrwawionego świńskiego łba nie będę również nikomu demonstrował by nie poczytano mnie za Tatarzyna jakowegoś, a stąd już droga do terrorysty niedaleka, za wyłączeniem członka elit rządzących. O takich członkach wręcz chciałoby się nie pamiętać lub głosem ludu naszego sprawiedliwego, dowalić im tak skutecznie, by zapamiętali tę szkołę raz na zawsze.Onże nasz ludek skomunizowany zawsze sedno uchwycić potrafi a i jądro wskaże nieomylnie..

Stąd obracanie jądra w jajo jest niezbyt stosowne, pomijając błąd merytoryczny, przynajmniej w kontekście spotkania Władimira z Angelą. Nawet jeśli ją zapewniał „Jawohl”, to tylko świadczy o tym, że był wobec niej gentlemanem. Nasi obaj głównodowodzący obcałowywali piękną i kosowłosą Julkę i guzik z tego im wyszło,poza chęciami. A Władik spotkał się z piękną Julcią i otrzymał to co chciał, spuszczając jej trochę, co to tylko wzmacnia ich stosunek i interes wzajemny. Tusk spotykał się dla odmiany z piękną Eryką i tokował ją wyraźnie, jak na wnuczkę bliskiego jej mundurowego przystało i co, i nici.Ona buduje swoje „wehrmachtowskie” muzeum, które rząd niemiecki popiera, a Donek może tylko buzię rozdziawiać jak mały Jasio. My na ogół pieprzymy bez ładu i składu, i guano z tego mamy. Solidarni awanturnicy i pieniacze dla zasady to czynią, w czym bardzo mocno umoczona jest nasza czwarta władza z własnego nadania.

Powoływanie się na fakt, iż nie jest się Premierem nie bardzo zwalnia od odpowiedzialności kiedy się było Ambasadorem tego układu rządzącego i w jego imieniu wyciera się studia czołowych telewizji niosących ciężar budowania lepszego jutra dla obcych i nielicznych polskich dusz. Z tego zespołu kontaktów i znajomości jednoznacznie wynika co delikwentowi w duszy gra. I nieważne co on pisze, ponieważ my wiemy, że mamy do czynienia z osobą inteligentną i doskonale wyczuwamy, że istotne jest nie to co ona pisze lecz to czego on pisać nie chce, bo tak jej w politycznej duszy gra. My sami grajkami nie jesteśmy ale z orkiestrą polityczną jesteśmy już dość dobrze zaznajomieni i wszelkie fałszywe nuty doskonale wychwytujemy. No chyba, że przejdzie się na poziom Pendereckiego lub von Karajana, wówczas upadniemy na kolana i cmokniemy w dłoń wirtuoza a potem uniżenie poprosimy o pokutę i wybaczenie.

Chcę nieskromnie powiedzieć, że tak dużo nas znowu nie dzieli od lokalnych „hec” i „piękna” granej nam muzyki w amerykańskim wykonaniu . Tam są także hece tylko na niewyobrażalnie większą skalę i ze skutkami trudnymi do przewidzenia. Przywitanie nowego bambosza starego amerykańskiego kapitału nie jest niczym innym aniżeli propagandową hecą. Nieważny jest kolor skóry Prezydenta, ważny jest globalny interes sypiących się Stanów Zjednoczonych, gdzie onże nowy Szef kolejne 300 miliardów wpompuje w prywatny sektor wysysając je z kieszeni swoich kolorowych braciszków. A jeżeli się zechce sprzeniewierzyć wielkiemu kapitałowi, który wywindował go na szczyt, dla spełnienia oczekiwań kolorowej ludności, to historia już zademonstrowała co z takimi niewdzięcznikami się dzieje.

W taki wieczór napompowany amerykańskim nacjonalizmem, aż chce się wierzyć, że jest to niezniszczalne Imperium Dobra, bez którego cała cywilizacja rozsypałaby się w gruzy. Wszelkie natomiast bełkotanie o wojnach, krwi i cierpieniach należą do skompromitowanego repertuaru epigonów upadłego zasłużenie komunizmu. Tamten system ciągle działa, tak myślą uczestniczący w tej imprezie skołowani Amerykanie. Dopiero kiedy przyjadą do durnej Polski stwierdzają z rozpaczą , że ich święty dolar i amerykańska buta poszły w zapomnienie. I gorycz gardło ściska zmuszając do ukradkowego połykania łez i żarliwego miotania klątw pod adresem widma komunizmu krążącego nad Ameryką.

Dzisiaj z perspektywy PRL-owskiego czasu i IPN-owskich weryfikacji okazuje sie, że wielu z z obecnych orłów solidarnych było mordowanych przez komunę notorycznym wysyłaniem ich do ojczyzny zgniłego kapitalizmu. Oni nie chcieli, ale partia ich przekonywała do tych paskudnych poświęceń, a UB i potem SB wręcz siłą zmuszało do tego. Teraz już nawet nie pamiętają czy SB kazało im lojalki podpisywać czy też nie, i co robiło z nimi CIA po przyjeździe do tamtej demokratycznej krainy, gdzie każdy mógł robić co chce, oby tylko nie sprzeciwił się kapitalizmowi. O czym tu gadać, kiedy wszyscy solidarni znają metody służb specjalnych, nasze wyrywały paznokcie a tamte witały kwiatami. Podobnie jak wiemy, że marines rzucają pomarańczami a nie granatami.To już taka specyfika wolności, pluralizmu i demokracji.

Następnie Pan Passent szczegółowo odnotowuje co zawdzięcza Ameryce. W szczególności na uwagę zasługuje dwukrotne stypendium na amerykańskich sztandarowych uczelniach. Jakby zapominając, że jest w tym również jakiś udział Polski, która go tam delegowała. Że pewnie Amerykanie nie zrobili tego bezinteresownie, lecz w celu rozmiękczania polskiej elity komunistycznej, wykształconej na bolszewickich uczelniach ZSRR. Takim to sposobem odbywała się walka o rząd dusz między Wschodem i Zachodem. Bardzo mnie interesują w tym znaczeniu kryteria naboru na owe uczelnie. Pewnie polscy bolszewicy organizowali łapanki uliczne, żeby podnieść poziom swoich elit po sukcesach edukacyjnych II-giej RP.

Najbardziej interesująco prezentuje się pobyt naszej gwiazdy w amerykańskim pudle, co oznacza, że nasz agent musiał tam być wyjątkowym komunistycznym Ikarem. Takie poświęcenie w imię miłości do wolnej Ameryki. To doprawdy ogromne wyrzeczenie i czarna niewdzięczność. Z kolei następuje bardzo osobisty akapit: „potem cztery lata pracy w amerykańskiej redakcji w Bostonie (1990-1994), której podjąłem się, aby zapewnić córce i synowi (a dokładnie – pasierbowi) wykształcenie nieporównanie lepsze od mojego. I dużo, dużo więcej.”
Chciałoby się powiedzieć, że tylko nieliczni mogli mieć takie możliwości. Myśmy, sól tej ziemi czarnej, takich możliwości nie mieli. A nawet gdybyśmy mieli, to nie jest pewnym czy z nich skorzystalibyśmy. Poza tym nie wszystkie inwestycje poczynione z takim wysiłkiem i samozaparciem muszą być trafionymi. Daniela Passenta ukształtowanego na podłym komunistycznym wykształceniu znamy wszyscy, a reszta jest milczeniem. Co zaś się tyczy zagadkowego:”I dużo, dużo więcej” , pytać nie będziemy, ponieważ nie jesteśmy wścibscy i zazdrośni oraz nie będziemy nakręcali politycznej hecy. Faktem pozostaje bezspornym, że polskie elity nad wyraz chętnie sprzedawały swoje usługi, jak gdyby były pozbawione polskich cech narodowych, ambicji i godności.

Cieszy mnie, że Polak przytacza swe kontakty i jest dumny ze swoich licznych znajomości żydowskich w Ameryce, bowiem zaprzecza to nagminnie imputowanym nam postawom antysemityzmu.Także nie wspominanie o wojnie w Gazie mieści się jak gdyby w nurcie proizraelskich zachowań. Zatem nikt nie może nam zarzucać braku światowości, otwarcia i ukochania, nawet padającego na łeb i szyję zielonego.

Ja również życzę Ameryce jak najlepiej.
Ameryce będącej autentycznym Imperium Dobra a nie Żandarmem Świata.
Życzę powodzenia jej bezdomnym i bezrobotnym.
Mam nadzieję na poprawę losu żyjących w slumsach.
Życzę uzyskania ubezpieczeń społecznych połowie amerykańskiego społeczeństwa.
Współczuję rodzinom zastrzelonych z karabinów maszynowych w studenckich campusach.
Przypominam pamięć setek poległych ofiar amerykańskich poległych na ulicach miast.
Oddaję cześć dziesiątkom Amerykanów utłuczonych policyjnymi taserami.
Ameryka to kontynent zróżnicowany materialnie i kulturowo,od skandalicznej biedy po skandaliczne bogactwo.

22:03, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »