Blog poświęcony szeroko zakrojonemu tematowi opon, zarówno opony zimowe do sanek, jak i opony letnie do taczek mechanicznych, czy szeroki wybór opon do rowerów dziecięcy i samochodów lego.
RSS
sobota, 17 marca 2012
związki z kościołem
Wyznawcom PO nic się nie psuje. Oni równie dobrze mogliby być w Policji za IIRP potem w Gestapo następnie w UB czy NKWD później w demokratycznej opozycji (gdy zarządzali dużą forsą z zachodu ) zwłaszcza jak stracili uprzywilejowaną pozycję w PZPR, później obstąpili różne fundacyjki typu Batorego czy Adenauera.
Z pewnością mają duże potrzeby materialne i żądzę władzy nad motłochem, dla nich każdy kto zachował odrobinę przyzwoitości jest tylko frajerem.
Oni nie mają stałych poglądów tylko stałe interesy, w tej samej sprawie mogą zajmować totalnie sprzeczne poglądy kilka razy na minutę.  Kościół Katolicki nie jest instytucją Państwową by podatnicy musieli ją utrzymywać, Gdyby Kościół był instytucją Państwową to mając tyle nieruchomości musieli by wykazać się gospodarnością, czy ktoś wyobraża sobie kontrolę NIK w Kościele, więc jeśli takiej kontroli nie można przeprowadzić to i dotacje są dla takiej instytucji niemożliwe, KK to mniej więcej to samo co ambasada Rosyjska lub Amerykańska w Polsce od strony prawnej ale jeśli ktoś chce dawać na Kościół pieniądze to ojciec Rydzyk przyśle mu formularz i niech przestanie narzekać,  chyba waga i jej podobni nie za bardzo zrozumiala sensu,
chodzi mianowicie o styl i sposob jak ten rzad problemowe sprawy rozwiazuje.
Mozna dyskutowac, rozwazac rozne warianty nawet zabrac a przedewszystkim o kompromis, ale argumantacja musi stac na silnym fundamencie i w zadnym wypadku nie moze sobie rzad jakiegokolwiek kraju pozwolic na upakozanie jakiejs grupy. To swiadczy tylko o prymitywizmie i ograniczeniu.
W koncu mysle, ze zyjemy w demokracji i mamy demokratycznie wybrany rzad, a nie dyktature.  może warto się przyjrzeć zapisom konkordatu i przywilejom Kościoła. We Włoszech gdy Berlusconi nadał Kościołowi liczne przywileje w zamian za poparcie w wyborach obecnie są one likwidowane. Nikt nie krzyczy o ataku na Kościół, biskupi siedzą cicho.
Może warto powrócić do zapisów Konkordatu z przed II WŚ. ” Duchowni, ich majątek oraz majątek osób prawnych kościelnych i zakonnych podlegać będą opodatkowaniu narówni z osobami i majątkiem obywateli Rzeczypospolitej oraz osób prawnych świeckich, z wyjątkiem wszakże budynków poświęconych służbie Bożej, seminariów duchownych, domów przygotowawczych dla zakonników i zakonnic, domów mieszkalnych zakonników i zakonnic składających śluby ubóstwa, oraz dóbr i praw majątkowych, których dochody są przeznaczone na cele kultu religijnego i nie przyczyniają się do dochodów osobistych beneficjariuszów. „ Dzisiaj oglądałem w akcji przedstawicieli Czwartej Władzy. Pan Kuźniar gwarzył z kolegą w TVN 24 na temat Kościoła, że gdyby wierni zadeklarowali opłaty via Urząd Skarbowy, to sytuacja byłaby jaśniejsza.
Pocieszne jest to, że dokładnie to samo można powiedzieć o TVN 24. Tłumy wyznawców, a wszystko nie sformalizowane i „bezpłatne”. Dlaczego ktoś jedząc makaron, łykając pigułki lub kupując samochód składa się na TVN 24 – może wcale tego nie chce?
Oto propozycja rozwiązania Nabrzmiewającego Problemu:
1. Powołać Państwowy Instytut Reklamy Telewizyjnej (PIRT).
2. Zobowiązać Reklamodawców do wpłat na konto PIRT.
3. Powołać Narodowy Instytut Badania Preferencji Odbiorców Reklamy (NIBPOR). Niech bada.
4. Pieniądze z PIRT przekazywać do odpowiednich Telewizji zgodnie z wynikami badań NIBPOR.
Precz z wolną amerykanką w reklamach! Precz z fikcją „bezpłatnej telewizji”! Niech żyje Biurokracja! (po trzykroć: Niech żyje!).
Organizujesz obiad składkowy z kolegami i Urząd Skarbowy nic z tego nie ma, ba! Nic O Tym Nie Wie?!
Anarchia. To smutne. Powinni tego zabronić.  Rząd pana Tuska decyduje o nieukończeniu okrętu budowanego dla Polskiej Marynarki Wojennej. Zaoszczędzi miliard złotych.
Rząd pana Tuska zwiększył zatrudnienie w administracji o sto tysięcy biurokratów. Gdyby jeden biurokrata kosztował miesięcznie jeden tysiąc złotych, to rocznie 12 tysięcy, a 100 tysięcy razy 12 tyś. zł daje 1,2 miliarda.
Teraz rząd pana Tuska „nieśmiało, bo nieśmiało” zabiera się do rozwiązywania kolejnych problemów, których normalny człowiek nie nazwałby problemami.
Nota bene: garstka lewaków towarzysza Sierakowskiego („Krytyka Polityczna”) wyciska od administracji publicznej pieniądze podatnika i rząd pana Tuska problemu nie widzi.
środa, 25 stycznia 2012
poziom
Widać wszystko zależy od rodzaju doświadczeń i sfer, w jakich przyszło nam się obracać. Bo dla mnie Ameryka to przede wszystkim jądro upadku kultury wysokiej i moralności. To źródło obniżenia poziomu edukacji i prowadzącej donikąd specjalizacji. To moloch napędzany ideami materializmu, tak zadufany w swoim dobrobycie, że nie znajdujący chwili na krytyczną autorefleksję. To kraj hipokryzji: uważający się za najbardziej tolerancyjny na świecie kraj, który wymordował większość ludności autochtonicznej, a resztę zamknął w gettach (jak człowiek moralny może to tolerować?), kraj który zniewolił ludność napływową jedynie na podstawie koloru skóry i głosi idee równouprawnienia; kraj, w którym marnują się tony papieru (każdy sklep pakuje zakupy najpierw w torbę papierową, potem w foliową) i jednocześnie prowadzi się walkę o ochronę środowiska. To w końcu kraj społeczeństwa z indolencją – nierozumiejącego własnej hipokryzji i stawiającego się wszystkim innym za wzór. To typowy przykład pasożyta: stwarzającego co prawda umysłom wybitnym godne warunki życia, jednak bez zmrużenia oka przyjmujący ich dokonania za swoje własne. Najgorsze jednak jest to, że Ameryka promuje przeciętność, tak pięknie przerysowaną przez Kurta Vonneguta, a jej finansowa przewaga powoduje, że ma to wpływ na wszystkie inne państwa świata.  zdaje sobie sprawe, ze wspolczucie i empatia, a nawet wspolcierpienie kazdego z nas (was) nic nie kosztuja, a jednoczesnie w duzym stopniu poprawiaja samopoczucie spelnienia obywatelskiego obowiazku. Rownoczesnie kazdorazowa krytyka USA i jej „agentow”, dlaczego nie krytyka UE i jej „agentow” pozostajac bez odpowiedzi wprowadza nas (was) w dodatkowy stan lekkosci, wynikajacy z faktu przynaleznosci do grupy „dobrze” i „wlasciwie” poinformowanych. To juz jest prawie grupa wtajemniczonych znajacych kazde rozwiazanie lub li tylko wskazujacych na koniecznosc takiego? Pozostaje nastepne pytanie, czy to wystarczy? Jedyne co moze sprawic bol, to ciagle wystawianie palca wskazujacego; pytanie otwarte – na kogo i na co oraz po co? Zdaje sobie jednoczesnie sprawe, ze wspolcierpienie jest bledem w sztuce pedagogiki spolecznej i dlatego wystarczyloby rowniez samo wspolczucie. Zastanawiam sie nad takim postrzeganiem swiata (wsploczuciowo-krytycznym) po wniesieniu oplat za kazdy stan uniesienia, wspolczucia, empatii i wspolcierpienia. Ewentualne wniesienie oplat lub nawet zaplaty (wynagrodzenia) za kazdorazowy w/w stan uniesienia emocjonalnego jednych mogloby bogacic, a drugich z kolei doprowadzic do stanu zupelnej biedy i to nie tylko zmyslowo-umyslowej. Prosze sobie wyobrazic specjalne skalary zapisujace stany uniesienia kazdego z nas (was) i ich miesieczny bilans. Dlatego celem poprawienia tego bilansu prosze o zajecie sie rowniez (z akcentem na rowniez) ludnoscia Konga (od prawie dziesieciu lat piec milionow zabitych) i Sudanu (od pieciu lat ponad dwa miliony zabitych). Innych krajow nie wymieniam celem unikniecia czkawki arytmetycznej. Przy okazji zycze ewentulanym interlokutorkom i interlokutorom przede wszystkim zdrowia i pozytywnej energii, bo problemow jest coraz wiecej. Nie wiem jednak, czy same checi i pozytywna energia wystarcza na poprawienie krytycznego samopoczucia. Oglądałem Pana ostatnio wśród solidarnego towarzystwa, pożal się Boże. Jakiś tam pryncypialny prawicowo Stasiński z wybiórczej, roztrzepany i nawiedzony Michalski i jeszcze jeden solidarny ideolo, którego nazwisko akurat mi uleciało. Siedział Pan tam cichutki i układny, nie mający wiele do powiedzenia, wydawałoby się nie mający nic do powiedzenia.Wielki Daniel przeznaczony do odstrzału przez smarkatych myśliwych równie kochający Amerykę jak i oni. Jazgot i wzajemne przekrzykiwanie się wśród Panów zgodnych co do tego, że Ameryka jest wielka.Był Pan pozorną metką lewicowości afirmującej prawicę. Jak na obecną sytuację bardzo smakowity kąsek. Widzicie, nawet „komuch” Passent zgadza się z prawicowymi poglądami. Cóż lepszego można sobie wykoncypować gdy prawicowy model się sypie detalicznie. Takie wsparcie polityczne jest nie do przecenienia. Co zaś do dyskutowanej tam niezwykle gorąco lustracji, to zdążył on tylko tyle wyłkać, że Instytut Pamięci Narodowej nie chciał go zlustrować. Cóż to za krzywda.

Pomyśleć, że mnie czerwonemu chamowi wisi jak kilo kitu solidarna lustracja. Natomiast „czerwonemu” inteligentowi tak bardzo zależy, by zdążyć jeszcze na ostatni burżuazyjny ekspres zmierzający do rozsypującego się Edenu. Intelektualne zasługi nie są adekwatnie doceniane przez przybocznych wałęsiarzy, zatem przeszłość ludowa odchodzi w nicość. Cóż wobec tego jeśli nie miłość do Ameryki może nobilitować w oczach nowych szarlatanów politycznych. Wiem, że na moim nagrobku pozostanie napis „czerwony sukinkot” inni zaś w najlepszym przypadku zasłużą sobie na miano apologety dwóch epok. Jest w tym wszystkim bardzo dużo prawdy o bezwzględnej walce politycznej. Ale jest także wiele ludzkiej małości i zwykłej żenady. Powiadało się swego czasu, co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie. Dzisiaj okazuje się, że wielkość tkwi w narodzie a nie jego zdemoralizowanych elitach. Smutne, brutalne lecz prawdziwe .One zawsze personalnie musiały sprawdzać dokąd należy prowadzić naród,z pożytkiem dla siebie.

Weryfikowano te koncepcje w Leningradzie i Moskwie, Princetown i Harvardzie ze skutkiem na załączonym obrazku za naszym oknem. Tak postępowali pułkownik Światło i Sekretarz KC naszej Partii tow.Olszowski, ambasador w Japonii Rurarz i pułkownik z otoczenia Jaruzelskiego, Kukliński. Elity wyrosłe z ludowego smrodku, od którego się nie umiera, zdradzały swój naród zafascynowane „dobrem i pięknem”, by nasycić i uszlachetniać swoje przerośnięte nochale i kaprawe oczka trupim zapachem i widokiem ofiar Korei,Wietnamu, Kuby, Afganistanu i Iraku.

Dla budowy pomyślności osobistej i swojego kraju wykorzystuje się przeróżne konstelacje. Dobrze jest jeśli w tym szlachetnym dążeniu stawia się na własną pracę . Gorzej natomiast wygląda gdy wykorzystuje się na tej drodze wysiłek innych ludzi. Wykładanie sobie natomiast czerwonych dywanów ku szczęściu, z „ludzkiej mierzwy”, budzi delikatnie rzecz ujmując niesmak. Jakby filozoficznie nie podchodzić do tego tematu, to naród pozostaje zawsze a elity zwykle odchodzą najczęściej w niełasce i zapomnieniu. Może z uwagi na swoją niestabilność emocjonalną i intelektualną sprzedajność. A za szczyt politycznej ohydy uważam postawy elit starające się pozbawić tożsamości własny naród poprzez wymazanie niektórych klasyków polskiej literatury z programów nauczania do celowej i świadomej polityki totalnej emigracji.

W to miejsce wprowadza się surogat zwany fascynacją Ameryką. Sama w sobie fascynacja nie jest niczym zdrożnym, ba, można nawet powiedzieć, że stanowi ona chwalebny motor inspirujący ciekawość świata i osobistego rozwoju. I wszystko jest dobrze do czasu dopóty, dopóki prowadzimy rozważania w sensie abstrakcyjnym. Kiedy jednak pod te fascynacje podłożymy konkretne treści, wówczas jakby bledną szlachetne intencje a obraz traci swe żywe kolory przechodząc zaledwie w szary szkic czarno-biały.

Chcę przez to powiedzieć tylko tyle i aż tyle, że nie odmawiam nikomu prawa do miłości Ameryki lub Rosji. To kwestia indywidualnego wyboru, tak długo dopóki nie szkodzi interesom państwa pojmowanego jaka szeroka zbiorowość a nie wąskiej grupy interesu. Najlepiej gdyby to zainteresowanie było wielostronne, wieloaspektowe i wielopłaszczyznowe zarówno w sensie gospodarczym jak i kulturowym. Niestety, praktyka dowodzi, że jak swego czasu mieliśmy urzędowe sympatyzowanie z ZSRR tak obecnie ten model przeniesiono na Amerykę obdarzając porzuconą kochankę przeciwnymi uczuciami do miłości. I w zasadzie guzik mi do czyjejś minionej, niespełnionej miłości oraz tej nowej pączkującej i pełnej oczekiwań oraz urzędowych nadziei oraz emocji. Jest to sprawa tychże niedojrzałych emocjonalnie kochanków. A wiadomo wśród elit uczucia są rozbuchane, gwałtowne i żarliwe ale krótkotrwałe, co skutkuje tym, że porzuconych żon ma się sporo a pozostawionych dzieci jeszcze więcej. Poczuwanie się łożenia na te dzieci nie zawsze należy do powszechnie pojmowanych obowiązków owych politycznych motyli. Ważna jest taktyka z kwiatka na kwiatek i niech się martwi kwiatek. Motyle powołane są do bardziej górnych i wzniosłych celów.

A teraz powróćmy bliżej tekstu „Moja Ameryka” pióra Pana Passenta. Rzeczywiście na świecie dzieją się rzeczy dziwne, ciekawe i ważne. Można przyjąć, że ktoś ma dosyć w pewnym momencie polityki rozumianej jako chęci dominacji jednych nad drugimi.Wobec powyższego daje sobie na luz i zachowuje się en passant wobec często jej bardzo brzydkich erupcji .Budzi natomiast zastrzeżenia kiedy systemowo unika się rzeczy ważnych w obecnym raju demokratycznym. Przyjmuje się jako zasadę zajmowanie się politycznymi bzdetami, bzdurami i hecami jak sam Gospodarz zauważa. Mogą być teksty celne mniej lub bardziej, co jest naturalnym zjawiskiem w długim i męczącym procesie tworzenia. Jednak jednostronne maltretowanie przeciwników politycznych zaczyna być i nieciekawe, i tendencyjne, a także przyciężkawe, odbiegając w zasadniczy sposób od istoty żurnalistyki. A dla mnie tą istotą jest pewien obiektywizm i dystans, bowiem chodzi o to by nie przekształcić się w politycznego gryzipiórka.

Rozumiem, że istnieją zaangażowani żurnaliści niezależnie od podjętego tematu. I mogę to także zrozumieć, acz nie aspiruję do tak poważnego miana, i w jakimś sensie skierować to zastrzeżenie w swój adres. Ale świadom tej rzeczy ułomności staram się przynajmniej od czasu do czasu podśmiechiwać sam z siebie. Nie jest to łatwa procedura ale doprawdy bardzo kojąca, pozwalająca zachować dystans i przyzwoitość wobec poprawności politycznej narzucanej nam przez zdominowane kapitałem media. Staram się permanentnie wyłączać od idiotyzująco krzyczących reklam telewizyjnych propagujących produkty milionera Palikota i jemu podobnych intelektualistów .Unikam również włączania się w walkę między zwolennikami i przeciwnikami masturbacji wibratorem, na użytek znanych dwóch opcji politycznych bez zachowania należytej intymości.Zakrwawionego świńskiego łba nie będę również nikomu demonstrował by nie poczytano mnie za Tatarzyna jakowegoś, a stąd już droga do terrorysty niedaleka, za wyłączeniem członka elit rządzących. O takich członkach wręcz chciałoby się nie pamiętać lub głosem ludu naszego sprawiedliwego, dowalić im tak skutecznie, by zapamiętali tę szkołę raz na zawsze.Onże nasz ludek skomunizowany zawsze sedno uchwycić potrafi a i jądro wskaże nieomylnie..

Stąd obracanie jądra w jajo jest niezbyt stosowne, pomijając błąd merytoryczny, przynajmniej w kontekście spotkania Władimira z Angelą. Nawet jeśli ją zapewniał „Jawohl”, to tylko świadczy o tym, że był wobec niej gentlemanem. Nasi obaj głównodowodzący obcałowywali piękną i kosowłosą Julkę i guzik z tego im wyszło,poza chęciami. A Władik spotkał się z piękną Julcią i otrzymał to co chciał, spuszczając jej trochę, co to tylko wzmacnia ich stosunek i interes wzajemny. Tusk spotykał się dla odmiany z piękną Eryką i tokował ją wyraźnie, jak na wnuczkę bliskiego jej mundurowego przystało i co, i nici.Ona buduje swoje „wehrmachtowskie” muzeum, które rząd niemiecki popiera, a Donek może tylko buzię rozdziawiać jak mały Jasio. My na ogół pieprzymy bez ładu i składu, i guano z tego mamy. Solidarni awanturnicy i pieniacze dla zasady to czynią, w czym bardzo mocno umoczona jest nasza czwarta władza z własnego nadania.

Powoływanie się na fakt, iż nie jest się Premierem nie bardzo zwalnia od odpowiedzialności kiedy się było Ambasadorem tego układu rządzącego i w jego imieniu wyciera się studia czołowych telewizji niosących ciężar budowania lepszego jutra dla obcych i nielicznych polskich dusz. Z tego zespołu kontaktów i znajomości jednoznacznie wynika co delikwentowi w duszy gra. I nieważne co on pisze, ponieważ my wiemy, że mamy do czynienia z osobą inteligentną i doskonale wyczuwamy, że istotne jest nie to co ona pisze lecz to czego on pisać nie chce, bo tak jej w politycznej duszy gra. My sami grajkami nie jesteśmy ale z orkiestrą polityczną jesteśmy już dość dobrze zaznajomieni i wszelkie fałszywe nuty doskonale wychwytujemy. No chyba, że przejdzie się na poziom Pendereckiego lub von Karajana, wówczas upadniemy na kolana i cmokniemy w dłoń wirtuoza a potem uniżenie poprosimy o pokutę i wybaczenie.

Chcę nieskromnie powiedzieć, że tak dużo nas znowu nie dzieli od lokalnych „hec” i „piękna” granej nam muzyki w amerykańskim wykonaniu . Tam są także hece tylko na niewyobrażalnie większą skalę i ze skutkami trudnymi do przewidzenia. Przywitanie nowego bambosza starego amerykańskiego kapitału nie jest niczym innym aniżeli propagandową hecą. Nieważny jest kolor skóry Prezydenta, ważny jest globalny interes sypiących się Stanów Zjednoczonych, gdzie onże nowy Szef kolejne 300 miliardów wpompuje w prywatny sektor wysysając je z kieszeni swoich kolorowych braciszków. A jeżeli się zechce sprzeniewierzyć wielkiemu kapitałowi, który wywindował go na szczyt, dla spełnienia oczekiwań kolorowej ludności, to historia już zademonstrowała co z takimi niewdzięcznikami się dzieje.

W taki wieczór napompowany amerykańskim nacjonalizmem, aż chce się wierzyć, że jest to niezniszczalne Imperium Dobra, bez którego cała cywilizacja rozsypałaby się w gruzy. Wszelkie natomiast bełkotanie o wojnach, krwi i cierpieniach należą do skompromitowanego repertuaru epigonów upadłego zasłużenie komunizmu. Tamten system ciągle działa, tak myślą uczestniczący w tej imprezie skołowani Amerykanie. Dopiero kiedy przyjadą do durnej Polski stwierdzają z rozpaczą , że ich święty dolar i amerykańska buta poszły w zapomnienie. I gorycz gardło ściska zmuszając do ukradkowego połykania łez i żarliwego miotania klątw pod adresem widma komunizmu krążącego nad Ameryką.

Dzisiaj z perspektywy PRL-owskiego czasu i IPN-owskich weryfikacji okazuje sie, że wielu z z obecnych orłów solidarnych było mordowanych przez komunę notorycznym wysyłaniem ich do ojczyzny zgniłego kapitalizmu. Oni nie chcieli, ale partia ich przekonywała do tych paskudnych poświęceń, a UB i potem SB wręcz siłą zmuszało do tego. Teraz już nawet nie pamiętają czy SB kazało im lojalki podpisywać czy też nie, i co robiło z nimi CIA po przyjeździe do tamtej demokratycznej krainy, gdzie każdy mógł robić co chce, oby tylko nie sprzeciwił się kapitalizmowi. O czym tu gadać, kiedy wszyscy solidarni znają metody służb specjalnych, nasze wyrywały paznokcie a tamte witały kwiatami. Podobnie jak wiemy, że marines rzucają pomarańczami a nie granatami.To już taka specyfika wolności, pluralizmu i demokracji.

Następnie Pan Passent szczegółowo odnotowuje co zawdzięcza Ameryce. W szczególności na uwagę zasługuje dwukrotne stypendium na amerykańskich sztandarowych uczelniach. Jakby zapominając, że jest w tym również jakiś udział Polski, która go tam delegowała. Że pewnie Amerykanie nie zrobili tego bezinteresownie, lecz w celu rozmiękczania polskiej elity komunistycznej, wykształconej na bolszewickich uczelniach ZSRR. Takim to sposobem odbywała się walka o rząd dusz między Wschodem i Zachodem. Bardzo mnie interesują w tym znaczeniu kryteria naboru na owe uczelnie. Pewnie polscy bolszewicy organizowali łapanki uliczne, żeby podnieść poziom swoich elit po sukcesach edukacyjnych II-giej RP.

Najbardziej interesująco prezentuje się pobyt naszej gwiazdy w amerykańskim pudle, co oznacza, że nasz agent musiał tam być wyjątkowym komunistycznym Ikarem. Takie poświęcenie w imię miłości do wolnej Ameryki. To doprawdy ogromne wyrzeczenie i czarna niewdzięczność. Z kolei następuje bardzo osobisty akapit: „potem cztery lata pracy w amerykańskiej redakcji w Bostonie (1990-1994), której podjąłem się, aby zapewnić córce i synowi (a dokładnie – pasierbowi) wykształcenie nieporównanie lepsze od mojego. I dużo, dużo więcej.”
Chciałoby się powiedzieć, że tylko nieliczni mogli mieć takie możliwości. Myśmy, sól tej ziemi czarnej, takich możliwości nie mieli. A nawet gdybyśmy mieli, to nie jest pewnym czy z nich skorzystalibyśmy. Poza tym nie wszystkie inwestycje poczynione z takim wysiłkiem i samozaparciem muszą być trafionymi. Daniela Passenta ukształtowanego na podłym komunistycznym wykształceniu znamy wszyscy, a reszta jest milczeniem. Co zaś się tyczy zagadkowego:”I dużo, dużo więcej” , pytać nie będziemy, ponieważ nie jesteśmy wścibscy i zazdrośni oraz nie będziemy nakręcali politycznej hecy. Faktem pozostaje bezspornym, że polskie elity nad wyraz chętnie sprzedawały swoje usługi, jak gdyby były pozbawione polskich cech narodowych, ambicji i godności.

Cieszy mnie, że Polak przytacza swe kontakty i jest dumny ze swoich licznych znajomości żydowskich w Ameryce, bowiem zaprzecza to nagminnie imputowanym nam postawom antysemityzmu.Także nie wspominanie o wojnie w Gazie mieści się jak gdyby w nurcie proizraelskich zachowań. Zatem nikt nie może nam zarzucać braku światowości, otwarcia i ukochania, nawet padającego na łeb i szyję zielonego.

Ja również życzę Ameryce jak najlepiej.
Ameryce będącej autentycznym Imperium Dobra a nie Żandarmem Świata.
Życzę powodzenia jej bezdomnym i bezrobotnym.
Mam nadzieję na poprawę losu żyjących w slumsach.
Życzę uzyskania ubezpieczeń społecznych połowie amerykańskiego społeczeństwa.
Współczuję rodzinom zastrzelonych z karabinów maszynowych w studenckich campusach.
Przypominam pamięć setek poległych ofiar amerykańskich poległych na ulicach miast.
Oddaję cześć dziesiątkom Amerykanów utłuczonych policyjnymi taserami.
Ameryka to kontynent zróżnicowany materialnie i kulturowo,od skandalicznej biedy po skandaliczne bogactwo.

22:03, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 grudnia 2011
Sikorski powiedział

Ja jednak uczucia mam mieszane i nie mogę p. Sikorskiego totalnie potępić, bowiem mimo, iż całkowicie zbłądził odnośnie diagnozy przyczyn obecnych perturbacji finansowych także w Europie, upatrując je w mitycznych, nieistniejących „rynkach”, zamiast w programowych działaniach bandy zwykłych oszustów, to druga część jego przemówienia – przypominająca eurokratom, że Polacy sroce spod ogona nie wypadli, a nasze doświadczenia dotyczące Unii narodów nie maja sobie równych ani w Europie, ani w USA – była bardzo dobra, acz niekompletna niestety, gdyż zabrakło w niej Józefa Piłsudskiego i Cudu nad Wisłą, dzięki któremu Europa jest dziś Zachodem, a nie bolszewickim Wschodem, o czym powinna pamiętać, a i jakieś nawet skromne, oficjalne podziękowanie także by nie zawadziło. Ale nie wymagam od min. Sikorskiego aż tyle, zrobił, co mógł, w końcu jego neoliberalni dziś promotorzy, to w prostej linii spadkobiercy krzewicieli idei bolszewickich z początku wieku, więc słowa o Marszałku Piłsudskim ranią ich szczególnie, na takie okrucieństwo min. Sikorski nie mógł sobie pewnie pozwolić (jeśli sam pisał, to co odczytał) i ja to rozumiem.

Sama idea silnej, zjednoczonej Europy jest moim zdaniem właściwa. Najwyższy już czas na drogę ku Nietscheańskiemu nadczłowiekowi, jako rzecze Zaratustra, w dobrym pojęciu tego słowa. Tyle, że Europa została przejęta przez gang amoralnych oszustów i prymitywnych mentalnie złodziei, banksterów oraz ich skorumpowanych, albo zhakowanych popleczników, więc takie zjednoczenie dziś, bez uprzedniego znacjonalizowania globalnych banków w poszczególnych państwach oraz powszechnej abolicji długu, bez grubej finansowej kreski i ustalenia nowych reguł, nie ma żadnego sensu, gdyż byłoby dla Europejczyków szkodliwe i niebezpieczne, sprowadziłoby nas jeszcze szybciej do roli zakutych w kajdany długu niewolników prywatnej, nacjonalistycznej, korporacyjnej kliki, emitującej, tworzącej i całkowicie kontrolującej pieniądz we wszystkich krajach Eurolandu (oraz w USA oczywiście, ale tam to normalka). Z tego uścisku bez powywieszania jej przywódców na latarniach Europa nie mogłaby się nigdy podźwignąć – a po co przemoc? Takie faux pas w cywilizowanej Europie, gdzie wszyscy są przeciw? Wystarczą decyzje. Dlatego Europa powinna najpierw podjąć odpowiednie działania, aby oczyścić się z bankierskiego bagna, w którym systematycznie grzęźnie od ponad 200 lat, a potem dopiero tworzyć nasze zdrowe stany zjednoczone. Niemożliwe? Wszystko jest możliwe na tym najpiękniejszym ze światów.

Druga część przemówienia min. Sikorskiego była w mojej opinii bardzo dobra, podczas gdy pierwsza to naprawdę nie lada wyzwanie dla inteligencji Europejczyków – że też żaden zgniły pomidor nie poleciał w kierunku Szanownego Prelegenta, bardzo dziwne. Żeby tak samym Kantem publiczność z mównicy usiłować okantować, albo raczej oszwabić, wpierając jej w żywe oczy, iż podstawowym kantowskim imperatywem moralnym jest… spłata długów! Koń by się uśmiał – ale jak to brzmi! Kant! Kant może o tyle jest tu na miejscu, że nawet Wielki Szu go czytał, więc pasuje do oszustów z triady City/Wall Street/Bazylea jak ulał, choć skala przyznam nie ta. Sikorski w kontekście długu powiada, że „Dla Kanta, uczciwość i odpowiedzialność stanowiły imperatywy kategoryczne: podstawę wszelkiego ładu moralnego”. To bardzo piękne zdanie, jednak wypowiedziane w tym kontekście sugeruje z pozycji aksjomatu, iż nie może być brane pod rozwagę żadne inne rozwiązanie, jak tylko zaciskane przez Europę pasa i ponoszenie w nieskończoność ciężarów niesprawiedliwych de facto długów na rzecz prywatnych ludzi z prywatnych banków, ludzi niemoralnych, którzy swój majątek zbili kosztem milionów osób cierpiących na całym świecie, na inspirowanych przez siebie wojnach, na oszukańczych giełdach oraz za pomocą własnych absurdalnych wynalazków do masowego generowania dla siebie kasy kompletnie z niczego – derywatów – przy jednoczesnym okradaniu całego świata

Tagi: polityka Unia
22:38, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 września 2011
Ci panowie..

Słuchałam dziś rano w TOK FM utyskiwań i towarzyszących jej tuzów ? dziennikarstwa nad płycizną i brakiem emocji kampanii wyborczej.
Ja sama też łapię się na szukaniu/wyczekiwaniu sensacyjnych wydarzeń czy wypowiedzi, bo obawiam się, ze tylko ostre zarysowanie konfliktu, daje szansę na wyrwanie z kapci w dniu wyborów tych leni, którym wygrana Platformy wydaje się oczywista, a i rozmiar przewagi nad PIS w zasadzie bez znaczenia.
Najbardziej obawiam się zbiorowej niepamięci o tym, jak wyglądały rządy Kaczyńskiego przed 4 laty i braku świadomości , jak może wyglądać w rzeczywistości jego zemsta na Tusku za Smoleńsk.
Komorowski i jego weto mogą na szaleńca nie wystarczyć?

Pan Zdrojewski et consortes ze swoją inicjatywą OdS , natężeniem kunktatorstwa i cynizmu przypominają mi naszą swojsko- krakowską definicję szpicyfindra : dotychczas zbierane frukta utrzymać, a do ogólnopolskiej polityki wejść tylnymi drzwiami , przy wsparciu ? Salonu Odrzuconych? takich Rybińskich czy Królów np. Tak samo ślisko i obrzydliwie zaprezentowała się szanowna Zyta Gilowska , co to debatować jako polityk gotowa i kasę / niemałą! / za posadkę w RPP brać .
Inicjatywa, która na początku wydawała się sensowna rozłazi się w szwach, bo nie ma w tym gronie ludzi, którzy chcieliby cokolwiek dla tej idei zaryzykować. Kandydaci wskazani przez prezydentów / a połączenie Majchrowskiego i Zdrojewskiego samo w sobie wydaje się być szczytem szpicyfindrostwa / trzymają się swoich posad i posadek i nie deklarują ich porzucenia po uzyskaniu senackiego mandatu. Ot, taka to byle jaka gierka?

W sprawie Adama Hofmana w zasadzie żal atramentu, bo wokół siebie mamy przecież / szczególnie w korporacjach / takich Hofmanów na kopy. O ile jednak te pistolecik szybko w realu dojrzewają w warunkach ostrego temperowania, o tyle połączenie Kaczyński + Hofman jest raczej ilustracją prostego faktu: jak niewiele Prezes wie o realnym życiu.
Postawienie na tego agresywnego prostaka z żałosna polszczyzną i jeszcze bardziej żałosnym nadmuchanym ego jest ? jak to się teraz mówi ? przeciw skuteczne?. I tak trzymać.
Pamiętamy przecież/ wszyscy  /sprzed roku jak groźna była kulturalna i rzeczowa Kluzik ? Rostkowska , która budziła szczerą sympatie? zrobiła Kaczyńskiego prezydentem. I tego nigdy jej nie wybaczę.

Tagi: PIS polityka
17:32, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 sierpnia 2011
Londyn
Ludzie władzy i pieniądza sądzili, że zdołają wepchnąć do supermarketów i przed telewizory wszystkich, którzy mogliby przeszkadzać w nieskrępowanym grabieniu bogactwa dla siebie. Sądzili (może jeszcze się łudzą), że wystarczy nakarmić i dostarczyć temu bydłu taniej rozrywki, co zamknie raz na zasze problem z butującymi się masami młodych. Wymagnia zmniejszono owszem, ale tylko dla biedoty, oni pokończą szkoły i dostaną dyplom, nawet gdy nie będą potrafili płynnie czytać, wystarczy im posługiwanie się elektronicznymi zabawkami, gdzie wszytko będzie w obrazkach, a przekaz zgodny z oczekiwaniami władców tego świata. Jakich więzi społecznych elit i podklasy pan oczekuje redaktorze, skoro nędznikom wyznaczono ścieżkę życia, która zaprowadzi ich na ulice, a z tamtąd do więzień. Czy sir Philip Green, doradca premiera Camerona ds. redukcji wydatków socjalnych, jest lepszy od tej bandy młodocianych rabusiów i wandali? Przecież ten szlachetny mąż opodatkowuje się z pośrednictwem swojej byłej żony w Monaco, on sobie odbiera podatki ( czyż nie tak powiedziała dziewczyna przyłapana na rabunku telewizora).
Ci wszyscy mądrale dobrze to zaplanowali, nie przewidzieli natomiast, że w dzisiejszych czasach nie da się ich świństw ukryć, co w czasach o którch pan marzy  było nie do pomyślenia. A jest właśnie tak, że dzisiaj nikt nie chowa nędzy i brudów rodziny w czterech ścianach, księdzu coraz częściej nie ujdzie płazem gwałt na dziecku, uczeń w szkole słucha nauczyciela hipokrytę i wie, że ma do czynienia z teatrem, to dlaczego sam nie ma wziąć udziału w tym przedstawieniu, itd. Z takiej jatki młody człowiek nie wyjdzie cało, tym bardziej, że chce takiego życia jakie mu proponują za szklanym ekranem.
Nie mogę zrozumieć dlaczego pan zestawia londyńską burdę z protestami hiszpańskiej młodzieży, rozczarowanego ludu Aten, masakrę Breivika w Norwegii. Jaki to ma wspólny mianownik ? Co złego robią młodzi ludzie na hiszpańskich placach.
o nie wygląda nie na spontaniczny bunt mas nowej ery, a raczej na zaczątek starego, oklepanego, ale ewolucyjnego patentu: kiedyś rewolucyjno-francuskiego, potem rewolucyjno-bolszewickiego, hitlerowskiego, a teraz kapitalistyczno-neoliberalnego, polegającego na umyślnym podjudzaniu w „słusznej sprawie” ogłupionego, doprowadzonego do biedy pospólstwa, dla partykularnego zysku „elit”. Tyle, że w nowej, rynkowej wersji, np. z elementami marketingu bezpośredniego Blackberry – sprzętu tak „zajefajny”, że nawet sam James Bond pewnie nie potrafiłby złamać protokołu szyfrowania czatu, którym posługiwać się mieli masowo londyńscy gówniarze-balckberryści, choć ich nie tylko na ten sprzęt nie stać, ale nawet na chleb. To nic, że MI6 z CIA i Mosadem (jest jakaś różnica?) przysłuchują się rozmowom przez te telefony i czytają te czaty 24 godziny na dobę – w świat idzie wieść, że gadżet jest cool, więc jest nadzieja, że sprzedaż zaraz ruszy z kopyta. Cóż, business is business. Chińczycy robią wszelkie smartfony za frakcję ceny Blackberry, (i tak zarabiają na tym krocie) więc marketing musi obecnie być naprawdę żarliwy, a najlepiej ognisty, żeby przekonać klientów do zakupu. To oczywiście tylko drobna wartość dodana, gdyż główne zyski z demolki Londynu czerpią bankierzy oraz korporacje, handlarze bronią, biali i prawie biali nacjonaliści-rasiści (jeden czarny, dla zmyłki) oraz zamordyści, którym od dawna marzy się społeczeństwo globalne z obrożą na szyi, jak w Dogville u Larsa von Triera, a teraz także pozbawione wolnego Internetu, gdyż 175 gazet Murdocha, nawet z Reutersem Rotszylda do kupy, widać wszystkiego jeszcze nie potrafią załatwić.
20:59, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lipca 2011
co tam w prezydencji

Chyba rzeczywiście mało kogo w Polsce interesują dziś problemy istotne. Mentalność „nasza chata z kraja” dominuje pośród społeczeństwa, natomiast „morda w kubeł” i „pilnuj własnej kieszeni” pośród jego demokratycznych wybrańców. Wygląda na to, że i nasza prezydencja w UE odbędzie się pod znakiem hipokryzji oraz strusia z głową schowaną głęboko w piasku – no to ja nie wiem, czym ten struś będzie tam zabierał głos, merytorycznie marnie to widzę. Ale czy to w ogóle nasza prezydencja? Nasza, to znaczy czyja? Kto ustalał jej priorytety i z kim je konsultował? Ze mną nikt, może z kimś z Państwa? Nie? A może z Panem Redaktorem? Też nie? No to z kim, u licha?

Już w pierwszych dniach pokaże się, czy jesteśmy rządzeni przez ludzi, dla których istotą jest dobro Polski oraz unijnych społeczeństw, czy też raczej przeróżnych darmozjadów – dywersantów i sabotażystów, okupujących unijne synekury, działających wbrew własnym społeczeństwom, dla korzyści prywatnej oraz gangu z City & Wall Street Co.

Jeśli Polska autentycznie ma zamiar troszczyć się o dobro Europy, a przez to także i świata, to przede wszystkim postawi natychmiast na forum Unii kwestię nielegalnej napaści militarnej na Libię państw zbrodniczej osi, triumwiratu, rządzonego dziś przez ten sam syndykat spod ciemnej, ostrej gwiazdy, i zażąda natychmiastowego zaprzestania bombardowań Libii oraz naprawy wyrządzonych Libijczykom szkód, a winnych tej dzikiej jak jej inspiratorzy agresji skieruje do trybunału w Hadze, gdzie słynny prokurator „szybki Ocampo” wyda w ciemno (swoim zwyczajem) nakaz aresztowania szefów całej trójki, choć akurat w tym przypadku pomyłki nie będzie. Nie tracę nadziei w tej kwestii, ponieważ rozsądek w społeczeństwach widać jeszcze jest, co potwierdza choćby reakcja tego Francuza, który wytargał ostatnio za szmaty p. Sarkozy’ego. Pierwsze koty za płoty?

Drugim testem, określającym naszą determinację działania dla dobra Unii będzie to, czy postawimy na jej forum kwestię naprawy systemu monetarnego, likwidacji rajów podatkowych, abolicji długów oraz przekształcenia systemu bankowo-finansowego w taki sposób, aby odtąd służył społeczeństwom, zamiast prywatnym figurom, mającym się w swej irracjonalnej, psychicznej dewiacji za nadludzi: różnym Rotszyldom, Goldmanom, Rockefellerom itp. oraz ich amoralnym, aspołecznym, chciwym, skorumpowanym poplecznikom.

23:41, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 czerwca 2011
transfery w polityce
Nasza polityka, dotarła do punktu, od którego zaczyna się wyłącznie bryndza!!!
Transfery! Transfery!? Transfery? Nie sposób wsazać zwierzaka, które by się uśmiało słysząc to określenie-żeby biedactwa tym nie pohańbić.
Nasi „transferowcy”, to już nie politycy tylko indywidualne, walczące o swoje osobiste przetwanie spanikowani do bólu rozbitkowie. Wystarczy się wsłuchać w to co oni mówią.
To już nie polityczne „ściemki” dla nas-naiwnych wyborców/ze względu na klasę naszych polityków- wszystkie na jedną modłę/- to już bezwiedne mantry- rozpaczliwe zaklinanie rzeczywistości.
Personalne mechanizy popytu-podaży na styku wszelkich bytów politycznych-to miara rozkładu tych zużytych tworów, „miłościwie” nam panujących…
Będzie, niestety , jak było i jest, bo owo „mniejsze zło” które jest naszym bożkiem- TO MY SAMI-NARÓD POLSKI. Czym różnią się w charakterze przekazy medialne z innych dziedzin naszego życia społecznego od przkazów z życia naszej polityki?
Czy Doda, Kuba Wojewódzki, red. Olejnik, Jan Tomaszewski, Grzegorz Lato, Cezary Pazura itd. etc. nie mają tego miłego, polskiego ciepełka co nasi politycy?
Musimy brać wszytko takim, jakie jest- bo to Polska właśnie! Właśnie, czy nie właśnie?
Dylemat na naszą miarę. WE tym momencje, ja, jako pierwszy uderzam się w piersi, i czekam na 38 mln uderzeń po głowie…
ani K-R okazała się być polityczką obrotową, porzucającą środowiska, jeśli niewygodne, lecąca do świateł władzy. Tak twierdzą moralnie poprawni politolodzy. Formalnie mało można zarzucić takiemu rozumowaniu.

Ale przypatrzmy się poprzedniej partii i jej wodzowi – od pierwszego ekscentrycznego czynu, kiedy to najwierniejszy z wiernych wykołowany przez przybocznego pali kukłę głównego dumnie wypinając pierś w chmurze bolkowej trucizny i po latach twierdzi – ja nie paliłem.

Przeskoczmy epokę i przypomnijmy ostatnie seksistowskie, od niechcenia wycedzone usprawiedliwienia – te panie wziąłem do kampanii, bo miały ładne buzie, a poza tym brałem prochy.

A przyboczni Prezesa nie takie policzkowania odbierają i woda po gęsi.
Coś w tym jest – otoczenie, to sam urok, oddalenie – kartofel, burok.

Przy okazji sprawy transferów chciałbym zwrócić uwagę na pewną niekonsekwencję ideologiczną widoczną u niektórych blogowiczów.

Jeszcze niedawno nosili na rękach lewicowego reformatora Zapatero. Ale dziś skonstatowali, ze zbiórki młodych na Puerta del Sol, to wiatr historii i już szykują kije na kapitalistyczny establishment, bez różnicy – w lewo, centrum, ku prawicy. Czy nie jest to rodzaj jakiegoś koniunkturalizmu?

16:02, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 maja 2011
separator tłuszczu

  • Systematyczny wzrost liczby pojazdów mechanicznych poruszających się po drogach, jednoczesny dynamiczny rozwój sieci punktów dystrybucji paliw płynnych, budowa nowych dróg i autostrad oraz powstawanie całej infrastruktury związanej z transportem (wszelkiego rodzaju parkingi, punkty serwisowe, place manewrowe, myjnie samochodowe) wymagają zwrócenia szczególnej uwagi na zabezpieczenie instalacji kanalizacyjnych przed skażeniem węglowodorami mineralnymi. Produkty ropopochodne dostające się do kanalizacji poprzez wody deszczowe, niekontrolowane wycieki stanowią ogromne zagrożenie dla środowiska.

    Separator TechneauAby zminimalizować te zagrożenia stosuje się separatory substancji ropopochodnych. Separatory wykonuje się w oparciu o normę PN-EN 858. Dzieli ona separatory na dwie klasy: separatory grawitacyjne, w których stężenie węglowodorów na wyjściu musi być niższe niż 100 mg/l i separatory koalescencyjne (wykorzystujące proces łączenia się drobin olejowych w większe krople pod wpływem specjalnego wkładu koalescencyjnego), w których parametr ten musi być niższy niż 5 mg/l. Wszystkie separatory muszą być wyposażone w automatyczne odcięcie odpływu. Jego zadaniem jest odcięcie odpływu po przekroczeniu w separatorze dopuszczalnej ilości nagromadzonych węglowodorów.

    Oferujemy m.in. szeroką gamę urządzeń do separacji substancji ropopochodnych. Wykonane są one z polietylenu. Istnieje kilkadziesiąt wariantów separatorów. Jest to możliwe dzięki temu, że stosunkowo niewielka ilość elementów może być odpowiednio wzajemnie łączona, aby sprostać założeniom projektowym i użytkowym.

    Podstawowe typoszeregi separatorów:
    TyposzeregiPrzepływ [l/s]Pojemność [l]Opis
     
    H40 1 - 50340 - 5700Najprostszy separator z automatycznym zamknięciem. Stosowany jeżeli już istnieją osadniki. 
    H203 - 50340 - 5700j.w. + wkład koalescencyjny
    H25 1,5 - 30340 - 6200Jak HE + zintegrowana komora szlamowa
    H05 1,5 - 30340 - 6200Jak HFE + zintegrowana komora szlamowa
    H35-H36 1,5 - 10650 - 6200Jak DHE + komora szlamowa o zwiększonej pojemności
    EH30 / DHLE1,5 - 25340 - 5200Jak DHE + by-pass. Zastosowanie: np: duże niezadaszone parkingi 

    W przypadku gdy ograniczona ilość miejsca wyklucza zainstalowanie separatora ze zintegrowaną komorą szlamową lub gdy zakładana jest duża ilość zanieczyszczeń stałych osadzających się można zastosować oddzielną komorę szlamową . Komory oferowane są w 11 wielkościach (340-5700 l), adekwatnych do wielkości separatora i zakładanych ilości zaieczyszczeń. W zależności od miejsca posadowienia separatora producent oferuje dodatkowy zestaw włazów teleskopowych (nadstawek) o różnych klasach nacisku i głębokościach posadowienia.

piątek, 13 maja 2011
makroekonomia

Taka już jest ludzka natura. Natomiast „Trickle-down economics” jest terminem politycznym; w ekonomii mówi się o „supply side school of macroeconomics”, m.in. w odniesieniu do polityki fiskalnej (obniżanie stopy podatku dochodowego). Mało kto ją podważa, wiele krajów stosuje, niedawno w Polsce obniżono podatki (i składkę) aby stymulować gospodarkę zagrożoną kryzysem światowym. Niektóre daleko  idące tezy nie znalazły potwierdzenia, jak często bywa w teoriach znajdujących uznanie i zastosowanie.

Oczywiście efektem są większe nierówności, za cenę spowolnienia wzrostu. Pamiętać należy, że USA w latach 1992-2007 przechodziły okres bezprecedensowo szybkiego wzrostu gospodarczego i niskiego bezrobocia. (W końcowej fazie, część tego sukcesu na kredyt).

Jeśli bogactwo przyrasta w stałej proporcji, czyli logarytmicznie, zaś indywidualna konsumpcja zabiera niewielką, malejącą część zarobku, to bogactwo zaczyna osiągać niebotyczne rozmiary. Wystarczy kilkadziesiąt lat prosperity przy niezbyt progresywnym opodatkowaniu.

Pytasz o metodą rozwiązania tego „absurdu”. Nic prostszego, należy przyłożyć się do zdobywania wyższych dochodów, do odbierania „niezasłużonej” części sportowcom, gwiazdom, prezesom firm i banków, zarządcom funduszy hedgingowych. Ale większość ludzi nie wie jak, albo nie chce im się. Alternatywą jest silna progresja podatku dochodowego i od dziedziczenia. Ale czy ktoś się na to odważy? Gdyż łatwo jest powiedzieć – model trickle-down nie działa; co innego jest zmienić podatki, albowiem istnieje spore ryzyko, że gospodarka spowolni jeszcze bardzie, lub stanie zupełnie. Zapytaj o to Rostowskiego.

Oczywiście przytoczona  frazeologia jest populistycznym trikiem. Po pierwsze siła nabywcza tej kwoty w Indii jest co ponad 2,5 razy wyższa niż w USA. Po drugie porównuje się majątek ze strumieniem, zgtoamdzone bogactwo z rocznym strumieniem dochodu. To tak jak porównywąć odległość z szybkością ruchu, albo szybkość z przyspieszeniem. Po trzecie, PKB na głowę (z PPP, czyli siły nabywczej) jest nadal kilkanaście razy wyższy w USA niż w Indii. Nota bene, nierówności dochodów mierzone wskaźnikiem Gini są nieco wyższe w USA, ale podejrzewam, że nierówności bogactwa są większe w Indii z powodów historycznych. A jaki majątek posiada 400 najbogatszych Indusów w stosunku do ich PKB? Ćwierć biliona, czy więcej? Zaś wśród tych 400 najbogatszych Amerykanów jest 4 Indusów.

Zdaje mi się, że słowo absurd jest nadużywane, raczej odnosi się je do ludzkiego rozumowania, a nie do objawiania się rzeczywistego świata. Chyba, że sądzimy iż stosunki społeczne, czy inne międzyludzkie są czyimś wymysłem, a to już jest absurd chyba.

18:47, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 maja 2011
Polska to wielka budowa

Zgadza się, że Polska to jeden wielki plac budowy. Szkoda tylko, że wybudowane drogi tak szybko się psują i prace głównie prowadzone są na drogach krajowych. Zapomniane drogi lokalne to jakiś koszmar, nie zapomniane jeszcze większe. Wczoraj jechałam przez wioski Warmii i Mazur to po prostu brak słów. Dziury to nic. Do tego, że w każdej chwili możemy urwać koło to chyba już się przyzwyczailiśmy, ale żeby w XXI wieku nawet nie było asfaltu na drogach!! Ręce opadają szkoda komentować.

Co do OFE to należę do tej samej polowy społeczeństwa co redaktor. Jeszcze do niedawna bardziej przemawiały do mnie argumenty prof. Balcerowicza i podobnie myślących. Jednak teraz stoję w rozkroku i myślę, że i jedni i drudzy mają po części rację.

Jednak absolutnie nie do przyjęcia są dla mnie propozycje jakie w sprawie OFE składa PiS. Nie po to wybieramy władzę, a oni sztab doradców w różnych dziedzinach żeby zrzucać odpowiedzialność na obywateli. PiS mówi żeby dać Polakom wolny wybór. Później powiedzą tak sobie Polaku wybrałeś tak masz. Tylko jak widać zdania są podzielone nawet wśród ekonomistów, to jak przeciętny Polak ma podjąć dobrą decyzję. Dlatego też, mnie nie obraża to, co inni podnoszą jako zarzut, że rząd podejmuje arbitralną decyzję i nie pyta nas o zdanie.
Ekonomiści, specjaliści mogą nawet muszą się spierać żeby wypracować jak najlepsze rozwiązanie, ale przeciętny obywatel chyba nie ma wielkiego wyboru. Dla obywatela alternatywą mogą być tylko jego własne oszczędności. Przy czym nie zaszkodzi szczypta ufności do władzy wybranej przez społeczeństwo w demokratycznych wyborach.

rozpocznie sie za dwa – trzy miesiace.
23:33, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2